Opowiadanie inspirowane jest anime Free!

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział 1 - Cztery Drużyny

OPOWIADANIE
"TRZY STANY SKUPIENIA"

(yaoi, gejowskie, sportowe, romans)

by: AutorSilver
KOPIOWANIE TREŚCI JEST ZAKAZANE

Wielka przyjaźń miewa różne początki.



Rozdział 1
Cztery Drużyny



 (Dla przyjemności czytania polecam włączyć ten utwór)
Imagine Dragons - On Top Of The World

            Chłopak o czarnych włosach rozejrzał się po okolicy. Wyglądał na osobę poważną i skupioną. Jego błękitne oczy skrywały się pod długimi rzęsami, gdy mierzył wzrokiem ludzi dookoła niego. Wszyscy zachowywali się głośno, śmiejąc się i rozpoczynając nieśmiałe rozmowy z nieznajomymi.
            Towarzystwo było mieszane – nastolatkowie w wieku licealnym, obu płci. Wszyscy wysypali się z autobusów wprost na prażące, lipcowe słońce. Niebo nie ozdobiło się w ani jedną chmurę, a wiatr gdzieś zniknął. Wszystko to sprawiało, że było duszno i upalnie. Chłopak o czarnych włosach przejechał dłonią po rozgrzanym czole i otarł pot. Zaklął w myślach.
            - Proszę wziąć swoje bagaże i iść za mną! – poinformował ponad głowami tłumu jeden z instruktorów.
            Uczestnicy zaczęli się przepychać do luków bagażowych, aby móc sięgnąć swoje ciężkie torby. Również i błękitnooki odszukał swoją ulubioną niebiesko-białą torbę, którą zawsze ze sobą zabierał na tego rodzaju okazje.
            - Może pomogę? – zaproponował rudowłosej dziewczynie, która miała pewne problemy z wyjęciem swojej groźnie wyglądającej, czerwonej torby. – Zaklinowała się…
            Sprawnym ruchem wyciągnął torbę i udawał, że wcale nie była ciężka. Dziewczyna spojrzała na niego ze zdumieniem. Wyciągnął ku niej jej własność i uśmiechnął się lekko.
            - Dziękuję – odpowiedziała i przejęła torbę. – To bardzo miłe z twojej strony.
            - Drobiazg – wzruszył ramionami.
            - Maja! Chodź już! – Z tłumu wywołały ją inne kobiece głosy. Obróciła się szybko w ich kierunku, a jej włosy poruszyły się niebezpiecznie.
            - Już idę! – odkrzyknęła i ponownie zawirowała swoimi włosami, gdy zwróciła się do nieznajomego. – Dzięki – uśmiechnęła się. – Do zobaczenia później?
            - Jeżeli jesteś w sekcji pływackiej… – pokiwał głową.
            - Jestem – uśmiechnęła się promiennie, a on próbował zignorować ciekawą sensację żołądkową. Odwrócił wzrok, aby nie przyglądać się jej plecom, które miała odkryte. Rozejrzał się jeszcze raz i stwierdził, że nikt nie był świadkiem tej krótkiej wymiany zdań. Zarzucił torbę na ramię i ruszył wraz z prądem ludzi kierujących się do zacienionego holu.
            Był on przestronny, mocno oszklony przez co promienie słońca tańczyły na ludzkich ciałach i posadzce, ale włączona klimatyzacja nie dawała tego odczuć. Bez problemu wcisnęła się tu blisko pięćdziesięcioosobowa grupa, którą zdecydowaną większość stanowili podekscytowani licealiści.
            Błękitnooki rozglądał się za rudymi włosami, gdy na schodach stanął tamten instruktor, który wcześniej wskazywał drogę. Uśmiechnął się do wszystkich, a potem uciszył gadających ruchem ręki.
            - Witajcie na obozie sportowym! – przywitał wszystkich. – Nazywam się Radosław Wojciechowski. Jestem trenerem i prowadzącym obóz. Przed wami miesiąc letniego wypoczynku, ale i ciężkiej pracy. Obóz ma na celu nie tylko poprawić wasze umiejętności sportowe, ale i zacieśnić więzy przyjaźni, a także nauczyć współzawodnictwa jak i współpracy. Rozumiem, że jesteście zmęczeni podróżą z różnych krańców kraju, ale trochę was jeszcze pomęczymy. Przede wszystkim musimy ustalić bardzo ważną rzecz. – Zadziornym spojrzeniem obdarzył grupkę osób stojących na czele. – Wasze miesięczne zmagania zostaną ocenione i nagrodzone, dlatego zostaliście podzieleni na cztery grupy sportowe. Pływanie, koszykówka, tenis i jeździectwo. Każda grupa to drużyna, która będzie miała przed sobą postawione wyzwania i jedynie współpracą będziecie mogli je przezwyciężyć. Każda drużyna ma swój kolor, a także przypisanego opiekuna.
            Z tłumu wystąpiły cztery młode osoby. Wyglądali na studentów, a gdy stanęli przy Radku, uśmiechnęli się szeroko. Było trzech chłopaków i jedna dziewczyna.
            - Proszę teraz odnaleźć waszego opiekuna. Żółci to koszykówka, a waszym opiekunem jest Cyrus. – Z szeregu wystąpił poważnie wyglądający młody chłopak. Jego jasne włosy wyglądały jak korona. Zaskakujące było to, że był najniższy ze wszystkich opiekunów, a miał zajmować się koszykówką. Ku niemu ruszyła grupa wysokich chłopaków i dwie dziewczyny. Wszyscy mieli konsternację wypisaną na twarzy, gdy zbliżali się do dużo niższego opiekuna. On skinął na nich głową i przeszli w jeden z kątów Sali.
            - Oliwia, opiekunka czerwonych, to także nasza zawodowa tenisistka. – Tym razem młoda dziewczyna o czarnych, kręconych włosach wskazała na siebie i mrugnęła do zbliżających się do niej podopiecznych. Ona wyglądała na dużo sympatyczniejszą niż Cyrus. – Kolor zielony należy do Rafała, a tym samym do jeźdźców – poinformował. Wysoki i szczupły chłopak zgarnął swoich w inną część sali. – A ostatni, ale nie najgorsi, to niebiescy pływacy pod opieką Lukasa!
            Po holu rozszedł się pomruk ciekawości.
            Dopiero na te słowa czarnowłosy chłopak zareagował. W końcu to była jego dziedzina sportu – pływanie. Razem z kilkoma osobami zbliżył się do szeroko uśmiechniętego szatyna. Przywitał ich radośnie, a potem wskazał na głównego prowadzącego, dając do zrozumienia, że czas na poznawanie nastąpi za kilka chwil.
            - Jestem Maja – szepnęła rudowłosa dziewczyna do bruneta. Powoli zwrócił ku niej swoją twarz.
            - Mateusz – odpowiedział.
            Uśmiechnęła się szeroko i znów spojrzała na prowadzącego.
            - Każdy z opiekunów będzie nosił frotkę koloru swojej drużyny, abyście się nie pogubili – wyjaśnił Radek, a opiekunowie unieśli swoje ręce, aby udowodnić, że nikt ich nie okłamuje. – Teraz opiekunowie się wami zajmą i przydzielą wam pokoje! Do zobaczenia po kolacji na wieczorze zapoznawczym!
            I pożegnał się elegancko. Drużyny rozeszły się w różne strony ośrodka sportowego. Dominującym kolorem była tu biel, która na zmianę ozdabiała wnętrze wraz ze szklanymi elementami. Wszystko tutaj wyglądało na nowoczesne, ale w drzwiach zachowano klasyczne klucze, nie wymieniając ich na karty.
            - Witajcie w drużynie! Jestem Lukas – oświadczył ich opiekun, gdy ich prowadził. Mówił z silnym akcentem co dawało do zrozumienia, że nie pochodził z Polski. Kilka dziewczyn z nowej drużyny, w tym Maja, westchnęły rozmarzone w jego kierunku. – No dobrze, czas was jakoś rozlokować – stwierdził. – Mamy cztery dziewczyny i sześciu panów. Cóż… to będzie raczej proste – pokiwał głową.
            Niebiescy otrzymali cztery pokoje – dwa dwuosobowe dla dziewczyn i dwa trzyosobowe dla chłopców.
            - Dam wam pół godziny na rozpakowanie się i poznanie – oznajmił Lukas na holu, gdy rozdawał klucze. – Ale potem czekam na was na basenie na zewnątrz. Widać go z okien korytarza. Wtedy was wprowadzę w całą ideę tego obozu i w ogóle…
            Zdawał się być bardzo opiekuńczym człowiekiem, bo każdemu życzył powodzenia, a potem się oddalił.
            - Fajnie, że jesteśmy w sekcji pływackiej. – Maja uśmiechnęła się do Mateusza, a ten odwrócił wzrok.
            - Tak, zgadza się – odpowiedział cicho.
            - Znacie się? – To pytanie zabrzmiało bardziej jak oskarżenie. Mateusz i Maja przenieśli swoje spojrzenia na wysokiego chłopaka, który stał obok nich. Miał brązowe włosy sięgające ramion i ciemno-złote oczy. Miał wypiętą pierś i wszystko wskazywało na to, że jest bardzo pewny siebie. Potwierdził to ton jego pytania.
            - Mateusz mi pomógł sięgnąć torbę – wyjaśniła Maja. Rudowłosa wskazała na złotookiego chłopaka. – To jest Eryk. Mój znajomy ze szkoły.
            Panowie uścisnęli sobie dłonie, ale w tym akcie przyjaźni kryła się rywalizacja, bo jeden drugiemu ściskał rękę mocniej niż powinien. A pomiędzy nimi stała Maja, nieświadoma tego, że właśnie narodzili się rywale. Oni też nie byli jeszcze tego do końca świadomi.
            W końcu Maja odeszła, aby zobaczyć swój pokój, a Mateusz i Eryk szybko puścili swoje dłonie. Na korytarzu zapadła cisza.
            - Ty masz klucz?
            - Nie – odpowiedział brunet. – Nie dostałem…
            - Wchodzicie czy nie?
            Kolejne pytanie nie należało do tej dwójki. Obejrzeli się przez ramię, aby zobaczyć kto je zadał. Był to niski chłopak o jasnych włosach, kręconych włosach.
            - Jak masz na imię? – zapytał Eryk, zbliżając się do niego.
            - Norman – odparł cicho i nieśmiało. Przekręcił zamek w drzwiach i we trójkę weszli do środka.
            Mateusz trafił do pokoju na przedostatnim piętrze, który znajdował się na końcu korytarza. Był on podzielony na dwie części sypialne i posiadał całkiem ładną łazienkę, która jeszcze pachniała od środków czyszczących. Trzy pościelone łóżka czekały już na nowych właścicieli. Pościel była czysta i schludnie złożona.
            - A więc zamieszkamy razem przez miesiąc, co? – westchnął ciężko Eryk i rzucił niedbale torbę na łóżko. – To jeszcze raz, jestem Eryk.
            - Norman – przypomniał cicho najniższy z nich i podszedł do łóżka pod oknem. Mateusz, nie mając wyboru, skierował się na łóżko, które było najbardziej oddalone od drzwi, a zarazem znajdowało się w drugiej części pokoju. Była mniej oświetlona.
            - Mateusz – przestawił się ponownie, chociaż bardzo nie lubił swojego imienia.
            - Co was sprowadza na ten obóz? Od dawna pływacie?
            - Odkąd pamiętam – wyznał Mateusz i wrócił do głównej części pokoju. Eryk już rozwieszał swoje koszule w szafie. – A ty?
            - Też od najmłodszych lat – uśmiechnął się zadziornie, dając do zrozumienia, że jest lepszym pływakiem. – Wygrywałem już zawody.
            - To tak jak ja.
            Posłali sobie ponure spojrzenia i zdawało się, że poleciały iskry jak przy skrzyżowaniu dwóch ostrych mieczy.
            - Naprawdę? Jaki jest twój najlepszy czas?
            - Prawdziwy pływak o to nie pyta – odparł Mateusz. Erykowi drgnęła brew.
            - Sugerujesz, że nie jestem prawdziwym pływakiem?
            - Może? – wzruszył ramionami. – Zawsze uważałem, że pływak pływa, a nie interesuje się rekordami.
            - Taki jesteś szlachetny? – zakpił. Zwrócił się ku niemu i wyprostował. Był wyższy i zdawał się być o wiele bardziej władczy niż wyglądał. Należał bowiem do przystojnych i wielu uznałoby go za atrakcyjnego, ale za uśmiechem kryła się groźba i arogancja. – Może chcesz się ścigać?
            - Nie ma sprawy. I bez podawania mojego najlepszego czasu wiem, że jestem szybszy…
            Eryk prychnął.
            - Nie jesteś najszybszy. To mój talent! Zawsze jestem najszybszy.
            - Biedne dziewczyny… - rzucił Mateusz. Eryk warknął pod nosem i znów się przybliżył, próbując nastraszyć przeciwnika.
            - Ty gnojku, co żeś powiedział…?
            - Lukas na nas czeka – przypomniał trzeci głos, a Mateusz i Eryk podskoczyli. Kompletnie zapomnieli, że w pokoju znajdował się jeszcze trzeci chłopak, który obserwował ich ze znużeniem. Ręce schował głęboko w kieszeniach spodni. Wyglądał na bardzo zmęczonego.
            - Jak ty się zwiesz? – spytał Eryk.
            - Norman. – Po raz któryś tego dnia się przedstawił, a potem spojrzał za okno.
            - Zawsze jesteś taki cichy?
            - Na początku – odpowiedział.
            - Czuję, że mieszkanie z wami będzie przednią zabawą. – Eryk klasnął w dłonie. – Idę na spotkanie z Lukasem. Trzymajcie się – rzucił niby przyjacielsko, ale jego mina wskazywała na coś innego. Eryk opuścił pokój, zostawiając w nim swoich nowych współlokatorów. Mateusz i Norman popatrzyli po sobie. Na początku zapadła niezręczna cisza.
            - To skąd jesteś? – spytał ten pierwszy.
            - Z Krakowa – odpowiedział spokojnie.
            - To trochę się najechałeś, aby tu dotrzeć – zauważył Mateusz. – Ja jestem z Warszawy.
            - Wiem.
            - Wiesz? Skąd?
            - Czytałem o tobie. – Norman przyjrzał się mu uważnie. Miał ciekawe oczy, wydawały się być fioletowe.
            - Ach – wyrzucił z siebie Mateusz. – Czytałeś…?
            - Nazywają ciebie „Rekinem”, prawda?
            - Sam nie wiem czemu…?
            - Bo szybko pływasz. – Norman chciał coś odpowiedzieć, ale się zawahał. – To pewnie dlatego, że wyglądasz groźnie – dodał.
            - Ja wyglądam groźnie?
            - Tak. Prawdę mówiąc liczyłem na to, że będziemy w jednej drużynie bo wyglądasz… zastraszająco. Wiedziałem, że gdzieś cię już widziałem, ale nie byłem pewien…
            Mateusz był zaskoczony tym wyznaniem, ale doszedł do jednego wniosku. Norman był szczery. Bardzo szczery.
            - Dzięki – rzucił.
            - Nie chciałem cię obrazić – zapowiedział od razu. Wsunął ręce głębiej w kieszeń. – Wiem, że bardzo bym się stresował, gdybym musiał konkurować z Rekinem.
            - Nie nazywaj mnie tak. – Mateusz podrapał się po głowie i odwrócił wzrok. – Wolę tutaj być anonimowy.
            - Może być ciężko. Myślę, że prawdziwi fani rozpoznają w tobie Rekina. Ale nie ma sprawy, Mateusz. Będę do ciebie mówił po imieniu.
            - Dzięki, Norman. Masz bardzo ciekawe imię.
            - Naprawdę? Kojarzy mi się z Norwegią… A ja tak nie lubię zimna.

***

            Była godzina osiemnasta, gdy drużyna Niebieskich pojawiła się na basenie. Czekał tam już na nich Lukas. Siedział na jednym ze słupków startowych i uśmiechał się do każdego kto się zbliżał. Wskazywał, aby usiąść przy nim na rozgrzanej ziemi.
            Lukas opowiedział trochę o sobie. Był z pochodzenia Niemcem. Przez kilka lat wychowywał się w Berlinie, ale po rozwodzie rodziców musiał przenieść się do Polski wraz z matką. Dzięki temu biegle władał dwoma językami. Oczywiście – na początku nie było łatwo. Dwa języki plątały mu się i często mylił słowa. Gdy był mały, bardzo się tego wstydził, ale już kilka razy usłyszał, że to całkiem urocze, gdy wtrąci coś niemieckiego do polskiego zdania. Przeważnie słyszał to od podkochujących się w nim dziewczyn, bowiem Lukas był przystojny.
            Dbał o swoje ciało i zdrowie od wielu lat. Motywowała go do tego matka i jak sam zauważył, oddając się pływaniu, nie rozmyślał za dużo o czarnych scenariuszach. Trauma po rozwodzie rodziców została więc zatopiona, a on sam bywał czasami zbyt zmęczony, aby do tego wracać. Pogodził się z tym, że jego rodzina jest rozbita i już nic tego nie zmieni.
            Ciężka praca mu się opłaciła, bo nawet gdy siedział w ubraniu, widać było jego ładnie zarysowane mięśnie. Miał też czarujący uśmiech, a brązowe włosy opadały na zielone, świecące oczy.
            To był właśnie Lukas. Opiekun i lider drużyny pływackiej.
            - Cieszę się, że już wszyscy jesteście – uśmiechnął się do swojej drużyny. Już zdążył zapamiętać twarze. – A więc jeszcze raz. W razie gdyby ktoś zapomniał na imię mi Lukas Eisberg. Tak, jestem pochodzenia niemieckiego i nie wiem jak mogliście tak pomyśleć – zażartował. – Mówcie mi po prostu Lukas bez „proszę pana”. Jestem waszym przyjacielem. No cóż, to teraz ja opowiem o obozie, a potem wy o sobie. Zgoda?
            Kiwanie głowami było jedyną odpowiedzią.
            - Mein Gott, nie jesteście rozmowni – podrapał się po głowie. – Dobra, to tak! Ten obóz trwa miesiąc. Oznacza to, że po drodze będziemy mieli cztery weekendy, a tym samym – cztery soboty. W każdą sobotę będą odbywały się zawody sportowe. Szczegóły poznacie dzisiaj wieczorem, w końcu nie ja ustalam jakie nas wyzwania czekają, prawda? W każdym razie czekają nas różne zadania. Oczywiście mamy też dla was inne atrakcje, niezwiązane z pływaniem. Strzelanie z łuku, podchody no i oczywiście… chrzest – uśmiechnął się, pokazując zęby. – Na pewno nie będziecie narzekać przez ten miesiąc. Planujemy też kilka wycieczek, abyście mogli lepiej poznać okolice. Niby zwykły obóz sportowy, ale zobaczycie, że będzie fajnie. Jeżdżę tu już od pięciu lat i ani razu nie żałowałem. Czy macie jakieś pytania? Śmiało – zachęcił.
            - Co jest nagrodą za te zawody? – spytał Eryk. Siedział obok Mai i chyba nie pozwalał na to, aby ktoś inny się do niej zbliżył.
            - Niespodzianka. Sam nie wiem – wzruszył ramionami.
            - Czyli będziemy rywalizować, nie wiedząc o co?
            - Będzie się dobrze bawić – sprecyzował Lukas. – Nie możecie zapomnieć, że mimo tych zawodów, przede wszystkim liczy się zabawa! Macie się dobrze bawić. Teraz opowiedzcie coś o sobie – rozejrzał się po swojej drużynie. – Każdy dostanie w nagrodę… - uniósł brwi i sięgnął po coś do torby. – Niebieską frotkę! Będzie symbolem waszej przynależności do Niebieskich. Kto zacznie?
            Maja uniosła swoją bladą dłoń w górę. Spięła swoje włosy, a Mateusz obserwował ją uważnie.
            - Dzielna dziewczyna, brawo – pochwalił ją Lukas.
            - Dzięki, Lukas. – Maja zachowywała się jakby już się znali od kilku lat. Uśmiechnęła się promiennie do swojej nowej drużyny. – Jestem Maja, pochodzę z Gdańska. Jestem pierwszy raz na takim obozie, ale pływam od kilku lat. Lubię się też wygrzewać na słońcu, czego po mnie nie widać… - zasmuciła się, oglądając swoje ledwo co opalone ciało. – Mam kota, za którym już tęsknie.
            - Jak się zwie kot? – spytał ciekawsko Lukas.
            - Dito – odpowiedziała. – Nie wiem czemu.
            - Rozumiem. Oto twoja nagroda – wręczył jej niebieską frotkę. – Dbaj o nią.
            - Jasne!
            Kolejne prezentacje wyglądały podobnie, bo wszyscy wzorowali się na Mai, która zdawała się być najodważniejsza. I nie miała problemów z poznawaniem ludzi.
            Eryk pochwalił się swoimi rekordami i o ile nie kłamał, miał bardzo imponujące wyniki. On również nie miał problemów z publiką. Mówił płynnie, pewnie. Prawie władczo. Dodał również, że jest bardzo otwartą osobą o gorącym temperamencie.
            - Wskoczysz do basenu i się ochłodzisz – zapewnił Lukas, podając mu frotkę.
            Kolejną osobą, która się przedstawiała, był Mateusz. On opowiedział o sobie zdawkowo i szybko wrócił na miejsce. Lukas przyglądał się mu uważnie, a gdy podawał frotkę, przyjrzał się ręce Mateusza. Ten szybko ją cofnął.
            Jednak najmniej czasu prezentacja zajęła Normanowi, który nie powiedziałby o sobie nic poza imieniem, gdyby nie to, że Lukas zaczął go wypytywać.
            Lukas obserwował uważnie Normana i podrapał się po głowie, gdy podawał mu „zasłużoną” frotkę. Przełknął ślinę.
            - Cieszę się, że poszło nam tak gładko – stwierdził, wstając. – Nie macie obowiązku noszenia frotek, ale byłoby miło gdybyście utożsamiali się z drużyną. Wiem, że na początku może być ciężko, ale po to zostaliście podzieleni, aby móc poznać nowych ludzi i nauczyć się współpracy. Pamiętajcie, że to będzie klucz do zwycięstwa w zawodach.
            - Nie ma sprawy, Luki – rzucił Eryk. – Mając mnie w drużynie, na pewno wygramy!
            - Cieszy mnie twój zapał. Przekonamy się jutro jak dobry jesteś – odpowiedział Lukas, a potem spojrzał na ponurego Normana, który go minął, dalej trzymając ręce w kieszeniach. – Mein Gott, kannst du lächeln?
            - Proszę? – Norman zamrugał oczami.
            - Uch… erm… - Lukas znów podrapał się po głowie. – Przepraszam, czasem rzucam coś po niemiecku. Spytałem czy nie możesz się uśmiechnąć?
            Norman zamrugał oczami.
            - Czy to pomaga w pływaniu?
            - Nie wiem. Wiem, że pomaga w poznawaniu nowych ludzi – uśmiechnął się szeroko.
            - W takim razie uśmiechanie nie jest mi potrzebne – stwierdził Norman i ruszył w stronę stołówki, gdzie miała się odbyć kolacja. Lukas zamrugał oczami i westchnął ciężko.
            - Wunderbar…
           
***

            Jak to zazwyczaj bywa na tego rodzaju okazjach – po kolacji odbył się wieczór zapoznawczy. Niedaleko ośrodka usytuowane było coś na wzór altany z ogniskiem po środku. Rzędy ławek były zarezerwowane dla uczestników obozu, którzy właśnie się tam rozsiadali. Zdecydowana większość z nich nosiła frotki symbolizujące ich przynależność do dziedzin sportowych.
            Słońce chyliło się ku zachodowi, a tym samym dało się słyszeć coraz więcej świerszczy. Ich przyjemne cykanie rozluźniało atmosferę. Zaraz za altaną górował las, a za nim rozciągało się szerokie i długie jezioro, w którym migotało światło. Ośrodek sportowy był położony w odpowiednim miejscu. Niedaleko od cywilizacji, ale też od natury.
            - Dobrze, kochani! – Radek klasnął w dłonie i zapanowała cisza. Dało się dojrzeć już kilka grupek osób, które ze sobą rozmawiały i rozpoczęły znajomości. Mateusz siedział wraz z Mają i Erykiem.
            Rudowłosa znajdowała się pomiędzy nimi i prowadziła luźną rozmowę to z jednym to z drugim. Nie dostrzegała tego, że panowie za sobą niespecjalnie przepadają. W końcu cała trójka skupiła uwagę na prowadzącym.
            - Opiekunowie zapewne już was poinformowali, że co sobotę będą odbywać się zawody. Wymagać one od was będą współpracy. – Gdy to mówił po jego bokach stanęli opiekunowie. Lukas żartował cicho z Oliwią. Rafał spoglądał w niebo, a Cyrus zamknął oczy i słuchał uważnie z rękoma założonymi za plecami. – Poinformuję was teraz jak wyglądać będzie wasze pierwsze zadanie. – wyciągnął z kieszeni cztery kartki i wręczył po jednej opiekunom. – Pierwsze zadanie ma na celu sprawdzić sprawność waszej drużyny. Ma wskrzesić w was chęć współpracy! Dlatego polegać będzie na podchodach. Och, tak – uśmiechnął się, gdy reakcją był śmiech zgromadzonych. – Podchody bardzo pomagają we współpracy. Jednak na razie nie zamartwiajcie się podchodami! To dopiero w sobotę, a do tego czasu na pewno znajdziecie więzy przyjaźni. Istotną sprawą jest to, że każdy tydzień, będzie tygodniem innego sportu. W tym tygodniu mamy tydzień tenisa. Czyli będziecie uprawiać nie tylko swoją dziedzinę, ale i wszystkie inne. Wierzę, że dzięki temu zyskacie nowe umiejętności, a może i pokochacie inny sport?
            Uczestnicy byli podekscytowani i wymieniali się swoimi domysłami i spekulacjami, a także obawami. Maja pokiwała głową.
            - Mam nadzieję, że szybko się zaprzyjaźniacie, panowie?
            - Szybszego nie znajdziesz – odpowiedzieli równo, a potem posłali sobie mordercze spojrzenia. Maja zachichotała cicho.
            Kolejna część wieczoru polegała na siedzeniu w grupie i ogólnej dyskusji, aby można było się ze sobą zapoznać. Opiekunowie wychodzili z siebie, aby tylko zachęcić grupy do rozmowy. Mateusz jednak nie był specjalnie towarzyską osobą. Obserwował wszystkich z daleka i analizował ich zachowanie. Trzymał w dłoni plastikowy kubeczek z napojem i westchnął. Rude włosy Mai dalej widniały przed jego oczami, mimo że dziewczyna właśnie była zajęta rozmową z Erykiem i pozostałymi dziewczynami.
           Nagle przy Mateuszu usiadł Lukas. Miał na sobie jasną bluzę z kapturem, a jego twarz zdobił szczery uśmiech.
            - Nie integrujesz się?
            - Nie – pokręcił głową. – Na pewno będzie na to czas w przyszłości.
            - Skoro tak uważasz – zaśmiał się. – Musisz być bardziej towarzyski jeżeli chcesz, aby nasza drużyna wygrywała. Uśmiechnij się, zaprzyjaźnij… - uniósł wysoko brwi. – Maja na pewno będzie zachwycona.
            Mateusz zamrugał oczami i odwrócił wzrok. W ciemności nie do końca było widać jego rumieniec. Lukas roześmiał się i poklepał go po ramieniu.
            - Jest naprawdę atrakcyjna – przyznał. – Ach, ten obóz będzie ciekawy! – pokiwał głową z zadowoleniem. – Same sławy… Zaszczycił nas Rekin i jeden z Siedmiu Cudów.
            Mateusz uniósł wzrok.
            - Wiesz, że…?
            - Że zwą cię Rekinem? Tak – pokiwał głową i wstał. – Jakoś się z tym nie afiszujesz, ale każdy kto trochę poszuka informacji dowie się, że na naszym obozie jest Rekin.
            Mateusz milczał chwilę.
            - O co chodzi z tym Cudem? – zapytał, chcąc zmienić temat. Lukas uśmiechnął się szeroko.
            - Och, na pewno się dowiesz podczas tygodnia koszykarskiego. Jestem o tym przekonany – pokiwał głową. – Ja, ich bin sicher. To będzie cudowny obóz – powiedział raczej do siebie. – Integruj się, Mateuszu! – polecił i zeskoczył z ławki na której siedzieli i skierował się w stronę drugiego introwertyka, Normana, który siedział samotnie przy ognisku.
            Mateusz przeniósł wzrok na wysokich członków drużyny koszykarskiej. Czyżby któryś z nich również był gwiazdą sportu? Jeżeli tak… który z nich?
           
***

            Powolne dryfowanie w wodzie zawsze było dla niego przyjemne. Słyszał jedynie ciszę, która przyjemnie dzwoniła w uszach. Nie ma nic piękniejszego od ciszy. Nawet muzyka potrafi zakłócić spokój, a cisza… przywraca go. Przywraca spokój w umyśle, w sercu. To było takie cudowne uczucie, tak wspaniałe, że chciał spędzać pod wodą o wiele więcej czasu niż było mu to dane.
            Otworzył oczy i przez zamazany obraz gogli pływackich dostrzegł poruszające się promienie światła, które tańczyły w rytm fal. Wypuścił powietrze, a bąbelki powietrza rozpoczęły swój szaleńczy wyścig ku powierzchni. Niektóre wyglądały jak przezroczyste grzyby o ruchomych kapeluszach. Próbował złapać kilka z nich, ale zręcznie prześliznęły się przez jego dłonie.
            Cisza była najpiękniejszą rzeczą o jakiej mógł marzyć. A spokój odnaleziony wśród wody był idealny. Powolne ruchy w wodzie zdawały się nie pochodzić z tego świata, gdy obrócił swoje ciało, a czarne włosy falowały spokojnie, niczym wodorosty.
            Po raz kolejny wypuścił powietrze i jednym silnym ruchem nóg i rąk wybił się w górę, pojedynkując się z bąbelkami o pierwszeństwo na powierzchni.
            Wynurzanie się było jak wejście do innego świata, a cienka tafla wody – wrotami. Uderzył go od razu odgłos świata. Dookoła unosił się zapach chloru. Źródłem sztucznego światła były wielkie lampy na suficie. Parująca woda skraplała się na górze i w postaci zimnych kropli wracała do swojego źródła.
            Łapczywie zgarnął powietrze i zsunął gogle z twarzy. Musiał zamrugać oczami, aby wzrok się poprawił.
            - Nie powinno cię tu teraz być – usłyszał głos, który odbił się echem od ścian basenu. Obrócił się w wodzie, aby dojrzeć źródło tego zdania. Na jednym ze słupków startowych stał Lukas, wyraźnie niezadowolony. Miał na sobie podłużne kąpielówki i rozpiętą bluzę. Zastukał niecierpliwie stopą i spojrzał na zegar przymocowany do jednej ze ścian. – Nie wolno wam wychodzić z pokoju po ciszy nocnej, Mateuszu…
            - Musiałem trochę popływać. Dzisiaj jeszcze nie byłem w wodzie… - wyjaśnił, zdejmując gogle.
            - Nie możesz wchodzić do basenu bez poinformowania opiekuna! – przerwał mu surowo. Lukas wskazała mu brzeg ku któremu miał popłynąć i wyjść. – Jeżeli coś ci się stanie ja za ciebie odpowiadam.
            - Nic mi się nie stanie…
            - Wyłaź.
            Mateusz wyszedł z basenu, a woda ściekała po jego smukłym, silnym ciele, zahaczając o każdy wypukły mięsień. Lukas stanął przed nim i podał mu ręcznik.
            - Powtórzę, aby było jasne. Nie wolno wam wchodzić do basenu po ciszy nocnej. Alles klar?
            - A ty? – Mateusz zarzucił ręcznik na włosy i zaczął się wycierać. – Chyba sam chciałeś teraz trochę popływać, co?
            - Ja jestem opiekunem i mogę pływać po ciszy nocnej. Uwielbiam puste baseny, bo można się skupić na pływaniu.
            - A więc jest nas dwójka.
            Lukas przyglądał się chwilę Mateuszowi, a potem pokręcił głową.
           - Masz szczęście, że to ja cię nakryłem. Nikomu nic nie powiem, jeżeli teraz pójdziesz do pokoju i obiecasz mi, że już nigdy nie pójdziesz sam na basen.
            Mateusz westchnął ciężko, ale skinął głową.
            - Dobrze. A teraz zmykaj do pokoju. Jutro rano zaczynamy trenować.
            Mateusz ponownie skinął głową, a potem zarzucił ręcznik przez ramię, zgarnął swoje ubrania i opuścił basen w milczeniu. Lukas westchnął ciężko i podrapał się po głowie. Zdjął swoją bluzę i sam wskoczył do wody.
           



To z którym na wiosenną randkę...? :)


________________________________________________________________

            Miłego Prima Aprilis! :) Mam nadzieję, że nie jesteście bardzo źli... ^^

            No i miłego Śmigusa-Dyngusa, mimo że on polega głównie na rzucaniu śnieżkami…

            Oto i rozpoczyna się kolejne opowiadanie o tytule „Trzy Stany Skupienia”. Jak widzicie – obóz sportowy. Trochę tęsknię za cieplejszymi dniami, prawdę mówiąc. Lato, przyjemna pogoda…

            Zapewne zauważyliście, że to opowiadanie będzie pisane trzecią osobą, a nie – jak zawsze – z punktu widzenia głównego bohatera. Mam nadzieję, że pozwoli mi to rozwinąć więcej wątków, w tym: romans, dramat, sport.
            Chociaż z tym dramatem to nie przesadzajmy. Co złego może się dziać na obozie sportowym…? :)

            No i… chyba cieszy Was fakt, że pojawia się tu jedna, dobrze Wam znana postać, co? ;)

           Przepraszam za samotne literki po prawej.  

            Dołączajcie do grupy obserwujących, o ile chcecie! :) Znajdziecie ją po prawej stronie bloga :)


          Zajrzyjcie na Spis Fanfiction na SOS. Cieszę się, że tak dużo piszecie i macie pomysły! :)

            Mam nadzieję, że to opowiadanie będzie dla Was przyjemną przygodą! Pozdrawiam Was, życzę mokrego Dyngusa i do poczytania!


73 komentarze:

  1. Podoba mi się to, że jest pisane narracją trzecioosobową, chociaż na początku miałem drobny zamęt żeby ogarnąć :P ale świetnie że uda Ci się dzięki temu rozwinąć więcej wątków :P
    Czekam na ten romans teraz! :D
    A sam rozdział I, według mnie świetny. Dałeś radę autorze! Gratulacje!
    Na wiosenną randkę... zdecydowanie z Lukasem :D
    I patrząc na pogodę za oknem... cholera, ja już chcę lato! :D

    I mam pytanie, bo w opisie bohaterów tego nie umieściłeś, tak myślę ;p Chyba nie każdy z nich, będzie gejem, tak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się! Fajnie, że opowiadanie Ci się spodobało :)
      No cóż... do ich bycia gejem, jak w życiu, nie każdy jest gejem... :)

      Usuń
  2. To takie abstrakcyjne czytać o upale kiedy za oknem śnieg i mróz :) Taka miła odmiana :)
    Słyszę ten plusk wody i czuję jej miękkość .
    Pierwsze wrażenie za nami. Mieliśmy przywitanie. Bardzo spodobała mi się postać Normana :) Taka cicha woda a zapewne poruszy nie jeden kamień :)
    Czekam na ciąg dalszy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Cicha woda jest bardzo adekwatne do opowiadania! :D

      Usuń
  3. Opowiadania zaczyna się przyjemnie. Pomysł ciekawy i cieszę się, że jest Cyrus : 3
    Jednak co do tych wypowiedzi Lukasa... nie korzystaj z tłumacza google, bo nie jest to do końca poprawne. Np. "Mein Gott, können Sie lächeln?" oznacza "Mój, Boże, czy może się pan/pani uśmiechnąć", a "[...], mógłbyś się uśmiechnąć?" to by było "[...], kannst du lächeln?". Nie jest to duży błąd, ale no... jest. xd
    Weny! ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mein Gott, zapomniałem to poprawić! :( Ogólnie to zapomniałem też o odmianie czasownika przez osoby. Yay. Dzięki, że to wyłapałeś!

      Usuń
    2. do osoby Sie odmiana była poprawna w tym wypadku : 3
      nie ma za co xd

      Usuń
  4. Och, zaczyna się świetnie! I jest nasz wiecznie poważny Cyrus <3 Mateusz szukał Cudu wśród wysokich koszykarzy, a Cyrus jest pewnie najniższym xD Już lubię Mateusza. Lukas też jest fajny. I fajnie ostudza Eryka :D Może on i Mati będą pływać razem po ciszy nocnej? Byłoby fajnie :)
    Życzę weny i czekam na kolejną część :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pływanie po ciszy nocnej na pewno się jeszcze powtórzy :)
      I uznałem, że dobrze znany Cyrus będzie świetnym dodatkiem do opowiadania!

      Usuń
    2. No jeżeli koszykówka to tylko Cyrus! :D

      Usuń
  5. Uch! Autorze... jak ty to robisz, że już przy pierwszych kilku zdaniach nie można się oderwać od tekstu? :) naprawdę super się to opowiadanie zaczyna i Norman wydaje się taki słodki! ^^ A Cyrus... ummm kapitanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. To miłe :)
      Cyrus na pewno będzie miał kilka swoich momentów :D

      Usuń
    2. No oczywiście, że będzie miał swoje momenty! To przecież oczywiste, przecież to Cyrus! ^^ Kochany Kapitan ^^
      Mateusz też jest niezły ;P

      Usuń
    3. Kapitan Cudów... hm. Ciekawe czy dalej jest taki wymagający?

      Usuń
    4. OCZYWIŚCIE! To Cyrus ;P To mówi wszystko xD Kochany Kapitan i wymagający Cud! ^^
      WENY ;)
      A Autorze, lubisz koniki?? Bez podtekstów! Zwierzęta konie, lubisz?? :) jeśli tak to proszę napisz mi w odpowiedzi lub na mój email naruto123450@o2.pl coś Ci muszę wysłać ^^

      Usuń
    5. Erm... lubię konie, jeździłem kiedyś konno :)

      Usuń
    6. no to spoko ;)

      Usuń
  6. Pierwszy rozdział opowiadania bardzo mi się podoba i nie mogę się doczekać co wydarzy się w kolejnych częściach. Dodatkowo jestem wielka fanką Imagine Dragons, więc bardzo ucieszyłam się, że wykorzystałeś ich piosenkę w opowiadaniu. Jeśli chodzi o muzykę to byłabym wdzięczna, gdybyś autorze wykorzystał w opowiadaniu także muzykę Macklemore. Niestety większość ludzi kojarzy tego artystę tylko z hitu Thrift Shop, ale w swoim dorobku ma wiele niesamowitych piosenek ( polecam Same Love i Wings ;) ) Pozdrawiam ~A
    PS: Uwielbiam Lukasa i Mateusza <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, propozycję muzyki proszę mi przesyłać na mail: autorpir@gmail.com :) bo inaczej zapomnę lub zgubię :D

      Usuń
  7. Awww~ Wreszcie pierwszy rozdział =w=
    Postać Mateusza tajemnicza i ciekawa.
    Obóz wyjaśnia czemu każdy jest z innego miasta, a co do Lukasa... jak ja nie lubię niemieckiego T^T (przepraszam musiałam to napisać), ale z charakteru bardzo sympatyczny ;3
    Jedynie zapatrzony w siebie Eryk nie przypadł mi do gustu, no ale cóż...
    Weny życzę i czekam na rozdział drugi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeważnie tak bywa, że zapatrzone w siebie postacie nie są lubiane na początku opowiadań... :)

      Usuń
    2. Niestety... Mam nadzieję, że się zmieni podczas trwania obozu ^^

      Usuń
  8. Nie mogłam się doczekać rozpoczęcia opowiadania. Rozdział pierwszy - super. Każda z postaci jest ciekawa i inna.:) Zapowiada się fajnie i czekam na dalsze części.:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Mam nadzieję, że i reszta opowiadania będzie ciekawa! :D

      Usuń
  9. Wybacz Autorze, ale z racji tego, iż chyba jestem chora i z ogólnego złego samopoczucia (delikatnie polepszonego pierwszym opowiadaniem, na które czekałam prawdopodobnie z największym zapałem) nie zostawię długiego komentarza.
    Chcę tylko napisać, że warto było chwilkę poczekać :) Lukas, Lukas, Lukas ♥

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak sensu w mojej wypowiedzi utwierdza mnie w przekonaniu, iż jestem chora :P
      Chodziło mi, że moje samopoczucie jest delikatnie poprawione pierwszym rozdziałem opowiadanie, na które prawdopodobnie czekałam z największym zapałem.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Ha, ha! Rozumiem! Dzięki :D
      Wracaj do zdrowia! :)

      Usuń
  10. Pierwszy rozdział mi się bardzo podoba :D Narracja trzecioosobowa to dobry wybór, zawsze można opisać więcej zdarzeń i nie ma ograniczeń.
    Co do bohaterów... Najbardziej polubiłam Normana, bo.. Hmm, ja też bywam taka aspołeczna. :P i mamy podobny kolor włosów :D mimo że wiele tu się nie wydarzyło, w mojej wyobraźni powstaje pairing Norman&Lucas xd
    Takie pytanie.. Mateusz jest tu głównym bohaterem, czy na początku bardziej go opisałeś? Bo mam nadzieję, że każdy z tej czwórki będzie tu na równi, choć to raczej nie do końca możliwe xd zawsze ktoś jest tym numerem jeden ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, zapomniałam się podpisać. xd jestem Nivan, pierwszy raz komentuję. Wcześniej byłam taką cichą czytelniczką. :p

      Usuń
    2. Dzięki za pierwszy komentarz! Zasadniczo spośród tej czwórki to właśnie Mateusz będzie najważniejszy, ale ogólnie to właśnie cała ich czwórka będzie ważna. Cieszę się, że masz już swój pairing! :D

      Usuń
  11. Musze korzystać z Google Tlumacz ;D
    Nie mogle normalnie przeczytać rozdzialu, bo co chwila prądu nie ma i caly czas musiszę wlączać komputer od nowa ugh ;/.. Ale przejdźmy do rzeczy : rozdzial dlugi i to mi się baardzo podoba. Już czuję, że najbardziej do gustu przypadnie mi Norman. Jest taki trochę podobny do Mikolaja ;p Opowiadanie jak twierdzi reszta jest bardzo dobre .. Z niecierpliwością czekam na następny rozdzial i .. wesolego Śmigusa Dyngusa, a z tymi śnieżkami to prawda ;D Chcialbym być na miejscu bohaterów <3
    Chlopak na zdjęciu 2 i 3


    Damiann

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Norman jest podobny do Mikołaja? No nie wiem, Norman uprawia sport... :D Ale faktycznie, są zamknięci w sobie! Teraz tylko potrzebny jest Leon :)

      Usuń
  12. Lucas nazwal Normana 'wspanialym'? ;) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że raczej chodziło o takie ''wspaniale'' bądź ''cudownie'' z przekąsem. :P

      Usuń
    2. Hmm... może to są dwa znaczenia, a może nie? :)

      Usuń
  13. Rozdział dłuuugi i superowy :D Z niecierpliwością czekam na kolejne :P Na randkę to z Mateuszem i Lukasem :*
    Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Hehe, ten niemiecki Lukasa jest fajnie wplątywany. Nienawidze sam tego języka, ale coś czuję, że w postaci Lukasa bardzo będę go lubiał. Opowiadanko bardzo miło się się zaczyna. Co do randki, to był by to albo Norman, albo Lukas lub Rekin w ostateczności. Drogi Autorze choć to imię Norman mogłeś darować sobie XD... Wunderbar - genialane to było... Bedę z ochotą czytać kolejne rozdziały hihih. I czekam na pierwsze miłości :)

    Pozdrawiam Autorze :0 i veny życzę oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Norman mogłem sobie darować? Bo przecież Pierre, Raimundo, Bazyli i Gerard to takie popularne imiona :P Wybacz, ale mam fetysz dziwnych imion i będę ich używał :D
      Dzięki! Cieszę się, że opowiadanie, przynajmniej na początku, Ci się podoba :)

      Usuń
    2. Ja lubię dziwne imiona ale po prostu Norman kojarzy mi sie jakoś z opasłym, starym pijakiem; nie wiem dlaczego. :p

      Usuń
    3. A i zapomniaem. Norman to zdecydowanie moja ulubiona postac :0

      Usuń
  15. Hahahha zajebiste xd
    1."Mówił z silnym akcentem co dawało do zrozumienia, że nie pochodził z Polski." Od razu skojarzyło mi się to zdanie z 'Dżoaną' xdxdxd
    2.Zabiję Cię, ponieważ jest tu mój Cyrus, a on przypomina mi BE, a ono natomiast kojarzy mi się z Markiem, a dzięki niemu... hm.. moje myśli krążą wokół śmierci, pogrzebów, nekrologów itp... dlatego Cię zabiję ^^
    3.Ubóstwiam twoje OP :3
    4.Najchętniej wybrałbym się na randkę z... to chyba oczywiste, że z Mateuszem.. no nie? >.<
    5.Jesteś obdarzony rudą barwą włosów, Autorze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 6.Kiedy będzie następny rozdział? Już nie mogę się doczekać ^^

      Pozdrawiam Drocell ^^

      Usuń
    2. 1. Boże uchowaj!
      2. Niebezpieczne spekulacje... :P
      3. Nie wiem co to OP :D
      4. Nie wiem czy oczywiste. Osobiście uderzyłbym w Lukasa :D
      5. Nie wiem :D
      6. Nie wiem! :D

      Usuń
    3. 5. Ej, rudy się nie dostał.
      xyz.

      Usuń
  16. Tyle czekania na to opowiadanie, zdecydowanie się opłaciło :) 3os. forma narracji na początku mnie też lekko zmyliła, ale do 4 głównych bohaterów jest na pewno korzystniejsza :p (Chociaż osobiście chyba wolę 1os.;> ). Jak każde twoje opowiadanie, zapowiada się baardzo ciekawie ^^ No i do tego wszystkiego, jeszcze nasz kochany Cyrus <3 Nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów! :D
    + A co do pytania, to z Normanem ;>

    Wesołej końcówki świąt dla Autora i czytelników! ^^ (Mam nadzieję że obsypali wam dzisiaj śniegiem ^^)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och! Śnieg mi dzisiaj został zaserwowany do łóżka z rana <3 Taki lany poniedziałek jak nigdy! :D
      Cieszę się, że opowiadanie Ci się podoba. Cyrus na pewno jeszcze będzie miał swoje momenty... :D

      Usuń
  17. Na to opowiadanie chyba czekałam najbardziej, bo takie.. sportowe i jeszcze do tego pływanie :)
    Faktycznie, Niemiecki Lucasa tak ciekawie wplątany w polskie zdania. Miło się czyta, choć osobiście preferuję 1os. formę narracji ^^
    Norman taki cichy i spokojny, zupełnie jak ja. Chyba go bardzo polubię! ^^ Mateusz ma charakterek i coś sądzę, że on i Eryk to będą.. wybuchowe postacie. Tak, zdecydowanie. ^^
    + Jeśli chodzi o końcowe pytanie to najchętniej bym zabrała wszystkich, haha :D

    Życzę weny! ^^

    OdpowiedzUsuń
  18. zapowiada się rewelacyjnie ;D . mój faworyt to ... Eryk. Lubie tego typu postacie Xd . randka łyf... Hmmmm I tu problem. nie Jestem zdecydowany ;3 Na pewno z 1, 3 albo 4

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Cieszę się, że postać Eryka Ci się spodobała :)

      Usuń
  19. Lubie Eryka XD jakoś podpasował mi najbardziej. Co do rozdziału to chyba wiadomo. Zajebisty i tyle na ten temat ;D dużo weny Autorze i czekam na rozdział! ~ Samael

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo mnie zainteresowało co będzie dalej, ale moim faworytem jest zdecydowanie Eryk. I z opisu i z opowiadania mnie zainteresował. Czekam zniecierpliwiona na dalszą część. ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Czytając opis momentu gdy Mateusz znajdował się pod wodą bardzo przypominało mi to pierwsze minuty filmu Percy Jackson i bogowie olimpijscy: złodziej pioruna. Gdyby nie to, że on tam był synem Posejdona, to praktycznie nie widzę różnicy. Może to na jego podstawie...?
    Nieważne, bardzo mi się podoba opowiadanie (a raczej 1 rozdział). Sama uwielbiam pływać i cieszę się, że napisałeś o tym opowiadanie.
    Kiedy dodasz 2 rozdział?
    Pozdrawiam! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie była taka scena, teraz kojarzę skąd miałem na to pomysł! :D Chociaż on siedział pod wodą zdecydowanie dłużej i miał inny cel, ale cóż... ja widzę wiele różnic :P Anyway, cieszę się, że Ci się podoba! Kolejny rozdział dodam prawdopodobnie po zakończeniu mojego innego opowiadania - Pierre i Raimundo. Zakładam, że w nadchodzącym tygodniu :)

      Usuń
  22. Witam,
    wspaniale się zapowiada to opowiadanie, trochę współzawodnictwa, trochę współpracy. Och Eryk i Mateusz już zaczynają taką rywalizację między sobą... to się będzie działo. Lucas zorientował się,z e Mateusz jest „rekinem”. Postać Normana mi się bardzo podoba, jest taki cichy, spokojny, ale tez mam takie dziwne przeczucie, jak głosi pewne powiedzenie „cicha woda brzegi rwie”, więc sądzę, że jeszcze nam wiele pokaże...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie i gorąco Basia

    OdpowiedzUsuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  24. Poszłabym na randkę z Mateuszem ; )
    Czekam na następny rozdział ponieważ zapowiada się bardzo ciekawie < 3

    OdpowiedzUsuń
  25. Drogi Autorze,
    opowidanie zapowiada się naprawdę bardzo ciekawie. Właściwie jak wszystkie inne xd
    Bardzo przypadł mi do gustu Norman. Taki cichy, spokojny, ale kto wie co tam się w środku kryje?;)
    Nie przypadł mi trochę do gustu Mateusz, ale może się to dalej zmieni. Eryk to taka pozytywna postać, tak samo jak Lukas. Jest w czym wybierać. ;D
    Tak samo jak czytelniczce Nivan też tworzy mi się w głowie piękna para Lukas&Norman. Z niecierpliwością czekam na pomysły jakie nam zaprezentujesz w swojej twórczości :)
    Pozdrawiam.

    Ps. Autorze, co do Twojego fetyszu oryginalnych imion, mogłabym wiedzieć co sądzisz o takim imieniu jak Makary?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż... nie jest to imię, którym bym nazwał swego syna :)

      Usuń
    2. Hm... syna powiadasz... czyli myślisz, że będziesz miał syna... a to oznacza, że musisz mieć żonę! A ŻONA TO PRZECIEŻ KOBIETA! A TY JESTEŚ MĘŻCZYZNĄ! A KOBIETA I MĘŻCZYZNA... to już nie para homoseksualna... czyli odpowiedź jest prosta... jesteś hetero...

      No chyba, że adoptujesz... XD

      Usuń
  26. Więcej Normana! W sumie tylko on wydał mi się w porządku...no i jeszcze do Lukasa żywie pozytywne emocje. Eryk i Mateusz to totalne dno, nie znoszę takich ludzi. Czytając opisy chłopaków wydawałoby się, że Norman i Mati do siebie pasują i właśnie im na samym początku postanowiłam kibicować, ale teraz mówię stanowcze NIE. Wiadomo kogo będę shippować - Normana i Lukasa. A Mati i Eryk niech się udławią. Jest zresztą Maja - niech sobie gruchają. Mam tylko nadzieję, że jako tako oszczędzisz nam czytania o heteroseksualnych romansach, bo myślę, że większość osób tu jest nastawiona na coś innego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, oczywiście, że tego nie oszczędzę. Nie jestem ignorantem, aby udawać, że heteroseksualna miłość nie istnieje i również ona pojawi się w tym opowiadaniu w dużych ilościach :)

      Usuń
  27. Ohohohohoh! Mrał, cud, miód i orzeszki, czekolada i posypka owocowa! Mniam. Matti mi przypadł do gustu niesamowicie. xp I w sumie Norman i Lukas byliby taaacy słodcy. W sumie kojarzą mi się trochę z Leonem i Mikołajem. ^^ Jak zwykle twoja twórczość wciąga mnie i trzyma rękoma i nogami.
    ~Zołza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chodzi o Leona to ciepło, ciepło... ^^

      Usuń
    2. Czyżby wzorowanie się na Leona i Pierre'a? ^^ *Zawsze zastanawiała mnie taka alternatywa*
      ~Zołza

      Usuń
  28. Świetnie ~
    Opowiadanie wciąga i czekam na następy rozdział. Nawet pożałowałam, że jestem słaba w sportach ;<
    Cyrus ! Uwielbiam go, mam nadzieje że jego podopieczni nie będą zbytnio narzekać na wielką dawkę treningów ^ ^"
    Na wiosenną randkę poszłabym z Mateuszem lub z Normanem.
    Tak sobie myślę, że Mai będzie nawet sporo w opowiadaniu bo ma rude włosy XD
    A więc czekam na następy rozdział (I mam nadzieje że będzie więcej Normana) ^ ^
    Pozdrawiam ~~

    OdpowiedzUsuń
  29. Jej, jest Cyrus <3 super ^-^ Tak się zastanawiam, czy to przypadek iż jego wydział sportowy nosi żółte frotki (pewnie tak, jak zwykle doszukuje się torii spiskowych) No ale nie mogłam się oprzeć głośnemu "Aww" kiedy przypomniałam sobie, że przecież cudy noszą żółte frotki dla solidarności z Markiem :D Wiec fajnie, fajnie :3 No i jak zwykle super rozdział, nie mogę się doczekać następnego ^-^ Najbardziej przypadł mi do gusty Norman, bardzo mi przypomina Mikiego <3

    OdpowiedzUsuń
  30. Łiiiii piszczę, piszczę i piszczę z radości :) Cyrus, fantastycznie, że go tu w plotłeś, choćby dlatego będę śledzić. W końcu zasiadłam, przeczytałam i piszę komentarz. Koncepcja sportu w opowiadaniu zawsze Ci dobrze wychodzi, więc o to mogę być spokojna, będzie to miało ręce i nogi ;). Poza tym pływanie jako motyw przewodni (ostatnie scena na basenie – świetna), mnie osobiście zwala z nóg, tak jak Michael Phelps na swojej pierwszej Olimpiadzie w Sydney. Do dopiero początek, ale już zdążyliśmy zapoznać się z głównymi bohaterami, którzy wydają się dość odmiennym towarzystwem, więc jestem ciekawa jak będą układa się ich relacje.
    Maja – lubię te Twoje rudowłose bohaterki, czuję, że będzie dobrym duchem opowiadania i pomoże w najmniej oczekiwanym momencie.
    Paring, hmmm wydaje mi się, że to może być Mateusz i Łukasz (wybacz, ale Lukasem zawsze pozostanie dla mnie tylko Łukasz „Lukas” Borowski z trylogii „Zakręty losu”), czas i Twoja wena, drogi Autorze pokaże.
    Dominikalem

    OdpowiedzUsuń
  31. http://24.media.tumblr.com/8115466efae7d79c4a11a1a85ee073a6/tumblr_mkkaz9fx8V1s6so0bo1_500.png

    Znalazłem przez przypadek xd Czyżbyś chciał Autorze połączyć opowiadania? :P

    OdpowiedzUsuń
  32. Och, Tsuki. myślałem, że będę jedyną osobą, która zauważyła, że Cyrus nawet poza obozem nosi żółtą frotkę. No cóż... :D
    Opowiadanie zapowiada się świetnie a moim ulubieńcem jest już Lukas za swoje niemieckie wcinki (sam mieszkam w Niemczech).
    No i trochę było mi na początku dziwnie czytać Twoje opowiadanie napisane w pierwszej osobie, choć idzie się przyzwyczaić.
    Życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
  33. Witaj! :D
    Informuję cię, że zdobyłeś nową czytelniczkę :D Doskonale wiem, z jakiego to jest anime, a że je kocham, to opowiadanie już mi się spodobało :D Jestem mega ciekawa, co będzie dalej, więc nie zanudzam, tylko idę do kolejnych rozdziałów :D ;)

    OdpowiedzUsuń