Opowiadanie inspirowane jest anime Free!

niedziela, 5 maja 2013

Rozdział 4 - Styl



Rozdział 4
 Styl


            Następny dzień również był deszczowy, dlatego zajęcia odbywały się w zamkniętym, dusznym basenie. Ponieważ pogoda nie pozwalała na grę w tenisa, również i drużyna czerwonych dołączyła do niebieskich, aby móc coś porobić przed obiadem. Czerwoni pływali swoim tempem, ale też nie wszyscy z nich. Większość z dziewczyn po prostu siedziała i obserwowała ciekawe ciała swoich rówieśników. Jednak i tak, według obozowych plotek, największą atrakcją był Lukas, który dzisiaj prowadził trening razem z Oliwią.
            Wydawali się być parą zgranych przyjaciół.
            - Szybciej, Eryku, szybciej – poganiał go Lukas, który szedł sobie spokojnie przy krawędzi basenu. – Masz gorszy czas.
            - To dlatego, że nas męczysz! – jęknął, gdy unosił się na wodzie.
            - On was męczy? – wtrąciła się Oliwia. – Lukas jest takim uprzejmym i mało wymagającym trenerem!
            - Chyba właśnie psujesz mi reputację… - zauważył.
            - Chodzi mi o to, że… - rozejrzała się ostrożnie. – Drużyna koszykarska.
            - Och! – Lukas pokiwał głową cały zadowolony. – Drużyna koszykarska, fakt.
            - Co? Co z nią? – spytał Eryk.
            - Ich opiekun jest dopiero tyranem. Jeżeli myślisz, że ja jestem wymagający, to poczekaj na tydzień koszykarski.
            - Nawet ja nie jestem tak surowa – dodała Oliwia.
            Eryk skrzywił się lekko. Tydzień tenisa nie należał do najprzyjemniejszych. Zaraz po męczącym pływaniu, musieli iść grać w tenisa lub, zastępczo, w ping ponga. Cały ten wysiłek był na tyle duży, że Eryk musiał przyznać sam przed sobą – nigdy mu się tak dobrze nie spało.
            Ból mięśni, zmęczenie i pot były czymś naturalnym na tym obozie. W końcu na tym polegała cała zabawa – zwiększyć kondycję, poprawić swój styl uprawiania sportu, poznać ciekawe sztuki odnośnie jedzenia, czasu treningu i samego treningu. Jak na razie Lukas uczył ich najlepszego sposobu skoku do wody, aby zyskać odrobinę czasu.
            - Ech… jakoś nie widzę tego niskiego blondyna jako wymagającego trenera – wyznał Eryk. – Myślałem, że ty jesteś najgorsza – wskazał na Oliwę, a na jej czole zapulsowała żyła.
            - Pływaj dalej, szczeniaku!
            Lukas zachichotał, a jego wzrok padł na Normana. Właśnie stał na słupku startowym i poprawiał gogle. Jego ciało było szczupłe, blade, ale widać było mięśnie, które skrywał pod gładką, jasną skórą. Uśmiechnął się do niego, a Norman odwzajemnił ten gest. Lukas zauważył, że Norman uśmiecha się tylko do niego co bardzo mu się podobało. Do czasu, aż Oliwia zdzieliła go w tył głowy i jego marzenia pękły jak bańka mydlana.
            Instruktor nie mógł wdawać się w romanse z podopiecznym.
           
***

            Mateusz, tym razem bardziej przezorny, udał się pod prysznic już jako ostatni. Lukas pozwolił mu pływać chwilę dłużej, dostrzegając w chłopaku niesamowity talent. Mateusz pływał głównie stylem dowolnym, a w tym – kraulem. Naprawdę wyglądał jak torpeda, pływał tak szybko, że Lukasowi byłoby głupio się z nim ścigać. Jednak opiekun nie mógł odgadnąć jednej zagadki – czemu Mateusz czasem pływał strasznie szybko, a czasami się hamował i nie pokazywał całości swego talentu. Czemu? Lukas tego nie wiedział, ale miał zamiar to odkryć.
            Pozostawił więc Mateusza na basenie, a ten kilka minut później go opuścił i udał się pod prysznic. Na szczęście dzisiaj już tu nikogo nie było – a co najważniejsze, nie było Eryka. Ich wczorajsza przygoda sprawiła, że przestali się do siebie kompletnie odzywać i zaczęli unikać swoich spojrzeń. Fakt, że widzieli siebie nago i to z takiej bliskości nie pomagał w naprawieniu i tak już szwankujących relacji. Mateusz nigdy nie miał problem z byciem gołym. Bycie pływakiem w dużej mierze wiązało się właśnie z przebieraniem i nagością. Jednak to konkretne wydarzenia zaważyło na jego światopoglądzie.
            Mateusz bardzo lubił chwile pod prysznicem, gdy mógł przejść z chłodnej wody pod ciepłą. To była przyjemna sensacja dla ciała.
            Namydlił swoje ciało, z którego był całkiem dumny, ale nie pozwalał, aby to specjalnie ważyło na jego samoocenie. Ludzie mówili mu, że jest przystojny, ale cichy i małomówny, przez co wydaje się być arogancki. Jednak nie pozwalał na to, aby ludzka opinia przeszkadzała mu w byciu sobą.
            Drgnął, gdy usłyszał czyjeś kroki. Spodziewając się najgorszego, upewnił się, że kąpielówki są na swoim miejscu.
            Pod prysznic wszedł jeden chłopak z drużyny niebieskiej, z którym Mateusz nie miał jeszcze okazji porozmawiać dłużej niż zwykłe przedstawienie się. Chłopak był średniego wzrostu, ale i tak wyższy od Mateusza. Przyglądali się sobie uważnie, a tamten poprawił okulary.
            - Tu jest prysznic – poinformował go głośno Mateusz. – Pomyliłeś wyjścia?
            - Nie – pokręcił głową. Miał poważny ton głosu. – Chciałbym z tobą porozmawiać, Mateuszu. Albo może… Rekinie.
            Mateusz drgnął i spojrzał na nieznajomego spode łba.
            - Poczekam przed szatnią. – Okularnik mruknął i opuścił prysznice. Mateusz westchnął ciężko. Ostatnio dziwne rzeczy przytrafiają mu się pod prysznicem. Na dodatek – kolejna osoba odkryła jego pseudonim.
            Zakręcił wodę i zamyślił się chwilę, pozwalając kroplom wody spływać po swojej skórze. Zgarnął swój żel, ręcznik zarzucił na ramię i przeszedł do szatni, aby móc spokojnie się ubrać i pomyśleć.

***

            Eryk w tym czasie już opuścił szatnię i, nucąc pod nosem, pląsał w stronę Mai, bardzo tanecznym krokiem. Ona właśnie suszyła swoje długie, rude włosy i wyglądała za okno, wzdychając ciężko.
            - Co tam? – Eryk podskoczył do niej i uśmiechnął się szeroko. Maja pisnęła i prawie upuściła suszarkę.
            - Eryk! – szturchnęła go w ramię, a ona wyszczerzył zęby.
            - To co tam, co tam?!
            - Nic! – odpowiedziała, dalej trochę obrażona. – Pada! Mieliśmy iść do miasta, ale jak nie przestanie padać, będziemy znów kisić się w tym ośrodku. Nawet w tenisa nie możemy pograć!
            - Na to bym nie narzekał! – Eryk przeciągnął się, prezentując swoje mięśnie, które odznaczały się na jego koszulce. – Oliwia lubi się znęcać. Podejrzewam, że w szkole była popychadłem i teraz się mści!
            - Eryk, jesteś okropny! – oskarżyła go i wyłączyła suszarkę. Teraz nie musieli krzyczeć. – Mamy jeszcze tyle czasu do obiadu. Nie wiem co porobić. Paulina chciała posiedzieć w piwnicy i pograć, ale… sama nie wiem.
            Eryk bardzo szybko zwietrzył okazję. Znał Maję od dawna i byli znajomymi ze szkoły. Zawsze mu się podobała. Była ładna, wysportowana, zabawna, bystra i tak jak on, interesowała się gadżetami. To najbardziej przykuło jego uwagę, bo sam był ich wielkim fanem, a rzadko kiedy spotykało się dziewczyny z ciągotą do gadżetów, telefonów, gier… No i miała te wspaniałe rude włosy, które przypominały mu płomienie ognia. Wiedział, że są sobie pisanie – w końcu on był wodą, a ona ogniem. Przeciwieństwa, które miały się przyciągać.
           Jednak, niestety, pojawił się ten Mateusz, który jednym prostym gestem kupił całą uwagę Mai. Podał jej torbę, a ona widziała w nim dżentelmena. Cóż… ciężko było się z tym nie zgodzić, bo Mateusz faktycznie zachowywał się jak ktoś z wyższej półki. Zawsze ubierał się dobrze, elegancko, sportowo… ubrania po prostu do niego lgnęły, przez co budował bardzo dobre, pierwsze wrażenie. Nie wspominając o jego nienagannych manierach – zawsze przytrzymywał kobietom drzwi, pomagał im usiąść na krześle, odsuwając je uprzejmie, nie podglądał ich na basenie, pomagał nosić ciężkie rzeczy, a także zbierał za nie tace z jedzeniem i wyrzucał resztki, aby one się nie kłopotały.
            Najgorsze w tym wszystkim było to, że Mateusz zdecydowanie nie robił tego, aby się popisać. Nie szczerzył zębów, nie skakał przy dziewczynach jak szalony. Po prostu im pomagał, a na jego twarzy pisała się obojętność, wskazująca na to, że takiego zachowania jest po prostu wyuczony i jest dla niego czymś normalnym być absolutnym dżentelmenem wobec kobiet.
            Eryk zaczął się zastanawiać nad pochodzeniem Mateusza. Jego zachowanie nie należało do przeciętnego, głupiego i głośnego nastolatka. Był przeciwieństwem tych wszystkich lanserów, którzy aby zrobić na kimś wrażenie, musieli kupić drogie ciuchy, telefony lub zachowywać się jak troglodyci. Mateusz swoim opanowaniem i obojętnością przyciągał do siebie więcej ciekawskich spojrzeń niż najgłośniejszy bawidamek.
            I teraz – dlaczego tak się działo? Co w nim takiego było?
            - Eryk…? – Z zamyśleń wyrwał go znajomy głos Mai, która przyglądała się mu zaniepokojona. – Słuchasz mnie?
            - Tak – pokiwał głową, a potem westchnął. – Nie. Sorry, zamyśliłem się.
            - Nic się nie stało.
            Kolejna sprawa. Mateusz słucha kobiet.
            - M-Może pójdziemy do tej piwnicy? – zaproponował, chcąc sobie przywrócić dobre imię. – Kupię ci gorącą czekoladę.
            Maja uśmiechnęła się.
            - Wiesz jak zainteresować kobietę.
            Eryk był wyraźnie zadowolony.

***

            Mateusz opuścił szatnię spokojnym krokiem. Nie dał po sobie poznać, że pamięta, iż ktoś na niego czeka. Rozglądając się po korytarzu dostrzegł oddalających się Maję z Erykiem. Zacisnął wargi, a potem jego wzrok padł na Okularnika. Miał dziwne, czerwone oprawki, które podkreślały jego niebieskie oczy. W nich z kolei kryło się zaciekawienie.
            - Chciałeś porozmawiać? – spytał.
            - Tak – pokiwał głową i zbliżył się do niego. – Jestem ciekaw twojego fenomenu i zarazem jego braku.
            Mateusz uniósł brew.
            - Nie rozumiem.
            - Nazywają cię Rekinem, prawda? A przynajmniej tak ciebie nazywali, gdy brałeś udział w zawodach. Jednak nie startujesz od roku. Czemu? Czemu ktoś z takim talentem zrezygnował z ostatniego sezonu, ale za to pojawił się na obozie sportowym gdzie poziom jest… no cóż, śmieszny, w porównaniu z twoimi zdolnościami.
            Mateuszowi nie drgnął ani jeden mięsień twarzy, gdy słuchał Okularnika.
            - Dalej nie wiem o co ci chodzi, yyy… - zamyślił się, a Okularnikowi drgnęły brwi.
            - C-Co?! Nie pamiętasz jak mam na imię?! Przedstawiałem się!
            - Wybacz, nie jestem dobry w zapamiętywaniu imion.
            Chłopak, wyraźnie poirytowany brakiem szacunku, ponownie poprawił okulary.
            - Wiktor… - przedstawił się, zaciskając zęby.
            - A więc, Wiktorze, dalej nie rozumiem do czego zmierzasz.
            - Co takiego się wydarzyło, że zrezygnowałeś z zawodów w zeszłym roku?
            Mateusz, o ile to możliwe, przybrał bardziej ponurą minę.
            - Nie twoja sprawa, Wiktorze. To wszystko?
            - Nie. Czemu nie rozgłosiłeś tego, że jesteś Rekinem?
            - Nie interesuje mnie sława. Chcę pływać. To tyle. A więc zachowaj tę informację dla siebie – poprosił, chociaż w jego tonie głosu ciężko było znaleźć prośbę. To było żądanie.
            - Rekin… - zmrużył oczy. – Wyzywam cię na pojedynek!
            Mateusz westchnął ciężko.
            - Nie.
            - Co?! Czemu nie?
            - Nie jestem zainteresowany – poprawił torbę na ramieniu i ruszył powolnym krokiem w stronę wyjścia. – Może i nie pamiętam twojego imienia, ale widziałem jak pływasz. Nie chcę marnować czasu.
            Wiktor zagryzł zęby i zawarczał groźnie.
            - Boisz się?
            - Daruj sobie, nie dam się sprowokować w ten sposób – westchnął Mateusz, zmęczony całą tą rozmową. – Udowodnij, że jesteś na moim poziomie, a może będę się z tobą ścigał.
            - Jesteś arogancki!
            - Nie – zatrzymał się i spojrzał za siebie. Zmrużył groźnie oczy. – Jestem Rekinem. I to ja wybieram ofiarę, z którą będę się ścigał.
            Wiktor odwrócił głowę i przełknął łzy. Mateusz obserwował go przez jakiś czas, a potem odszedł, nie chcąc obserwować płaczącego chłopaka. Już nie pierwszy raz zdusił w sobie wyrzuty sumienia za takie okrutne zdania, które według niego – były motywujące.

***

            Norman czytał książkę, wsłuchując się w krople deszczu za oknem. Tego dnia cały czas padało, a więc ponownie przełożono wieczorne ognisko, ale aby umilić czas, postanowiono zrobić coś na wzór dyskoteki, gdzie w dużej sali, wszyscy obozowicze znów mogli się ze sobą spotkać.
            Blondynowi nie spieszyło się na tego typu wydarzenia, a właściwie zrezygnował z niego zupełnie. Za to Eryk nie chciał przegapić okazji i stał już dwudziestą minutę przed lustrem, poprawiając swoją fryzurę.
            - I co? Lustereczko już ci powiedziało, że jesteś najpiękniejszy na tym świecie? – spytał złośliwie Mateusz, gdy wrócił do pokoju i zobaczył, układającego włosy, Eryka. W odpowiedzi dostał kilka przekleństw, które spłynęły po niewzruszonym Mateuszu. – A ty nie idziesz? – To pytanie skierował w stronę Normana.
            - Nie – odpowiedział. – Dyskoteki to coś czego unikam.
            - Zdajesz sobie sprawę, że jesteś na obozie i powinieneś się integrować?
            Norman uniósł brwi.
            - I kto to mówi?
            Mateusz pokręcił głową i poszedł zmienić koszulę, w której miał zamiar pojawić się na imprezie. Po kilku minutach Eryk i Mateusz opuścili pokój, przekomarzając się po drodze i nabijając się ze swoich fryzur.
            Norman w tym czasie odłożył książkę, zgarnął swoje rzeczy na basen i właśnie tam się udał. Zszedł po schodach, a zaraz u ich dołu czekał na niego Lukas. Uśmiechnął się do blondyna, a tamten mu skinął głową.
            - Naprawdę nie wolisz iść na dyskotekę?
            - Nie. – Norman pokręcił głową. – Chcę potrenować.
            - No dobra. – Lukas podrapał się z tyłu głowy. – Zapraszam. Dzisiaj będziemy mieli gościa, który również uprał się, aby pływać.
            Norman uniósł brew i z jakiegoś powodu poczuł smutek. Wierzył w to, że po wczorajszej rozmowie, tylko on będzie pływał z Lukasem.
            Jednak jego opiekun nie zwrócił na to uwagi i poprowadził ich spokojnie na basen. Tam na nich czekał chłopak w bardzo małych kąpielówkach, które ukazywały jego zgrabne ciało. Norman rozpoznał Wiktora, jednego z chłopaków z drużyny niebieskiej.
            - Znacie się, prawda? – Lukas uśmiechnął się i ściągnął koszulkę, zostając jedynie w swoim stroju kąpielowym. Norman próbował na niego nie patrzeć. – Norman, Wiktor… widzę, że obaj jesteście w bojowym nastroju – przyjrzał się im obu i oparł dłonie na biodrach. – Nie pozabijacie się?
            - Nie – pokręcili głowami.
            - Gut – pokiwał głową. – Porozciągajmy się!
            Lukas poprowadził krótką rozgrzewkę, aby przygotować mięśnie do pływania, a zaraz po tym zagonił dwójkę podopiecznych na słupki startowe. Starał się nie patrzeć na tył Normana.
            - Gotowi? Chcę, abyście płynęli stylem, który uważacie dla siebie za najlepszy.
            - My uważamy za najlepszy? – powtórzył Wiktor, poprawiając gogle.
            - Tak jest. Kraul, na grzbiecie, żabka… jak chcecie.
            - Myślałem, że do tego czasu dowiedziałeś się jakim stylem pływamy najlepiej – zarzucił mu Wiktor. Norman milczał.
            - Owszem – uśmiechnął się szeroko, a potem stanął na trzecim słupku. – Ale chcę zobaczyć jaki styl wy uważacie dla siebie za najlepszy.
            - Po co…? – Wiktor zmarszczył czoło, analizując wszystkie możliwe odpowiedzi.
            - Jestem ciekaw – odpowiedział spokojnie. – Gotowi? Na miejsca!
            - Jesteśmy na miejscach…
            - Mein Gott, Wiktor… - Lukas wywrócił oczami. – Na miejsca…!
            - Nie masz gwizdka – dodał.
            Lukas wypuścił powietrze i pokręcił głową. Przyłożył dłoń do czoła.
            - Ich bin zu gut für dich, Wiktor. Na miejsca! – włączył swój silniejszy ton głosu i uniósł dłoń. – Hop! – przeciął dłonią powietrze, a dwójka jego podopiecznych wskoczyła do wody. Obserwował ich uważnie, gdy obaj zdecydowali się na kraul, rozchlapując wodę na wszystkie strony. Lukas pokręcił głową, a potem gwizdnął, używając do tego palców. Świst powietrza był głośny i przeciął powietrze, a pływający się zatrzymali.
            - Jednak masz gwizdek – zauważył Wiktor, gdy utrzymywał się na wodzie.
            - Przydatna sztuczka, prawda? – uśmiechnął się. – Zdajecie sobie sprawę, że to nie kraul jest waszym najlepszym stylem.
            Norman i Wiktor popatrzyli po sobie.
            - A co jest? – spytał blondyn, obserwując Lukasa, który przymierza się do skoku, a po chwili znalazł się w wodzie. Jego skoki były perfekcyjne. Wynurzył się na torze Normana i złapał się linii oddzielającej tory.
            - Cóż... Wiktorze, najlepiej pływasz… delfinem.
            Chłopak dryfował chwilę w ciszy, a potem odchrząknął.
            - Proszę, co? Nie… przecież to najtrudniejszy styl i…
            - I pływasz nim najlepiej. Masz talent. Idealną synchronizację nóg i rąk – wyliczał Lukas. – Dlatego będę wymagać od ciebie tego stylu…
            - Jest męczący.
            - Wiem. Ale sam chciałeś pływać lepiej.
            Wiktor milczał chwilę, a potem skinął głową.
            - Jeżeli zaś chodzi o ciebie, Normanie – spojrzał na blondyna, który również złapał się liny. Obaj byli tak blisko, że raz przez przypadek stuknęli się nogami pod wodą. – Styl klasyczny.
            Norman jęknął.
            - Co? Coś nie tak?
            - Żabka…?
            - No cóż, to potoczna nazwa…
            - Żabka nie brzmi tak fajnie jak delfin – zauważył Norman i spochmurniał. – Potrafię pływać delfinem!
            - Potrafisz, ale nie tak dobrze jak Wiktor. Normanie, styl klasyczny to twój styl.
            Norman dalej nie wyglądał na przekonanego.
            - Posłuchajcie mnie bardzo uważnie – przemówił Lukas, bardzo oficjalnym tonem, który podpatrzył u młodszego od siebie Cyrusa. – Pływanie to ciężka dyscyplina, wymagająca poświęceń. Jednak najważniejsze jest się nie poddawać. Nie może was obchodzić zdanie innych, musicie robić swoje, zgoda? Pływać, pływać i pływać, aż poprawicie swój czas i umiejętności. Zawsze będziecie się doszkalać, a ja wam pomogę przez jakiś czas. Miesiąc to mało, ale zrobię wszystko, abyście opuścili ten obóz z poczuciem wartości i siły. Alles klar?
            Norman wsłuchiwał się w te słowa i zrozumiał jak bardzo Lukasowi zależy na tym, aby nie tylko ten obóz był zabawą, ale i nauką. Co najważniejsze – nie tylko na poziomie sportowym, ale i mentalnym. Chciał im wpoić poczucie własnej wartości.
            - Alles klar – odpowiedział Norman. Wiktor skinął głową, a Lukas uśmiechnął się szeroko.
            - Gut! Also, schwimme Sie, bitte!
            - Co on powiedział? – spytał Wiktor.
            - Mamy pływać.
            - Do boju! – Lukas ochlapał ich wodą, a potem zanurkował i przepłynął na swój tor.

***

 (Dla przyjemności czytania polecam włączyć ten utwór)
Daft Punk - Get Lucky
            Dyskoteka się rozkręcała, głównie dlatego, że koszykarze przejęli parkiet. Wyglądali na bardzo zgranych i silnych, a przypatrywał im się Cyrus, który spokojnie pił herbatę w jednym z kątów. Mimo, że chcieli go zmusić do tańczenia, on się nie dał przekonać i zbywał ich delikatnym uśmiechem.
            Za to przysiadła się do niego Oliwia z Rafałem i opiekunowie obserwowali czujnie swoich podopiecznych.
            - Hej! – Przy Mateuszu usiadła Maja. Brunet również nie był w tanecznym nastroju, po prostu siedział z boku i pił Colę, udając, że może to coś procentowego.
            - Hej – odpowiedział spokojnie.
            - Nie tańczysz?
            - Wolałbym posiedzieć przy ognisku.
            - Wybredny – prychnęła.
            - Nie. Po prostu mam nadzieję, że jutro będzie słońce. Pływanie na świeżym powietrzu jest o wiele przyjemniejsze.
            Maja przyjrzała się mu uważnie.
            - Coś cię trapi?
            Spojrzał na nią. Miała ciepłe oczy, miły uśmiech…
            - Nie. Nic takiego.
            - Zawsze jesteś taki tajemniczy? Czasem warto zluzować.
            - Jestem luźny.
            - Naprawdę? – uśmiechnęła się złośliwie i wstała z miejsca. Stanęła przed nimi i wyciągnęła rękę. Uniósł wzrok i przez moment na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu. – Co?
            - Wybacz, nie wiem czy umiem tańczyć…
            - Dżentelmen nie odmawia damie – uniosła zadziornie głowę i popatrzyła na niego z góry, powstrzymując uśmiech. Mateusz przygryzł na chwilę wargi, a potem skinął głową. Odstawił szklankę na stolik i dał się porwać Mai na parkiet. Muzyka raczej nie była w jego guście, ale i tak dał z siebie wszystko, próbując tańczyć. Maja śmiała się z jego niezdarnych kroków, ale gdy ją zakręcił i złapał, prawie straciła mowę. Zarumieniła się, a kilka osób posłało jej zazdrosny uśmiech.
            - Nie umiesz tańczyć? – prychnęła, obserwując jego ruchy.
            - Uczyłem się tylko rok – odpowiedział jakby to nie było godne wspominania.
            - Och, Mateusz…
            Przetańczyli tak kilka piosenek, wijąc się między innymi osobami, które potrzebowały relaksu. Ciała sportowców były zmęczone, ale pełne chęci do zabawy. Nieświadomie naradzały się romanse.
            - Przestało padać. – Maja przełknęła ślinę, gdy tylko zeszła z Mateuszem z parkietu i podeszli do okna.
            Mateusz skinął głową.
            - Może… - odchrząknęła. – Możesz masz ochotę na spa…?
            Brutalnie przerwał jej Eryk, który zawiesił rękę na jej ramieniu.
            - Co tam, co tam?!
            Zaraz za nim pojawiła się Paulina, która objęła ramię Mateusza.
            - Ale świetnie tańczysz! – piszczała. – Musisz zatańczyć ze mną! Podkreślam, musisz! – szarpnęła jego rękaw.
            - Nie daj się prosić dziewczynie – zauważył Eryk i przyciągnął do siebie Maję. – Ja się nią zaopiekuję!
            Mateusz skrzyżował spojrzenie z Erykiem i trysnęły iskry. Eryk zgarnął Maję w inny kąt, a Paulina zaciągnęła Mateusza znów na parkiet i tym razem to ona doświadczyła tego jak dobrym tancerzem może być ten niepozorny brunet, o smutnym spojrzeniu.

***

            Norman był zmęczony, dlatego gdy szedł korytarzem, musiał na chwilę się zatrzymać i przyłożyć czoło do zimnej szyby. Obserwował przez jakiś czas ciemny las i altankę, pod którą wczoraj Lukas znów oddał mu swoją bluzę. O którą się nie dopominał… Uśmiechnął się lekko do tego wspomnienia, które odżyło.
            - Norman.
            Chłopak odskoczył od szyby jakby nagle z zimnej, rozgrzała się do czerwoności. Na półpiętrze przy nim zatrzymał się Lukas. Ramię zdobiła mu zarzucona torba, a włosy miał jeszcze trochę mokre.
            - Co tu robisz? – spytał z uśmiechem. – Wiesz, że już po ciszy nocnej? Mam cię ukarać?
            - Musiałem chwilę odpocząć – odpowiedział Norman. Odwrócił wzrok i starał się nie myśleć o tym, że stoi przed nim przystojny chłopak, który naprawdę go polubił. – A ty?
            - Jeszcze zahaczyłem o automat z gorącą czekoladą – uniósł dłoń w której trzymał plastikowy kubeczek. – Lubię się rozgrzać po basenie.
            - Nie wiedziałem, że gdzieś tu jest automat z gorącą czekoladą… poza piwnicą.
            - Jest. Zaraz za korytarzem, gdzie się idzie na basen. Zaprowadzić cię?
            - Nie wiem, jest cisza nocna…
            - Jesteś z opiekunem. – Lukas wzruszył ramionami, ale szczerze liczył na zgodę. – Chętny?
            Norman skinął głową. Lukas uśmiechnął się i zawrócili w stronę basenu. Korytarze były już puste, a dyskoteka się skończyła jakiś czas temu. Wielkość ośrodka przytłaczała. Przez wielkie szyby wlewało się zduszone światło nocnych latarni.
            - Wstydzisz się? – spytał Lukas.
            Norman przełknął ślinę i zarumienił się.
            - Czego?
            - Twojego stylu. Żabka to nic złego. Styl klasyczny brzmi bardzo dumnie. – Lukas uśmiechnął się krzepiąco.
            - A twój ulubiony styl?
            - Mój? – zdziwił się Lukas. – Grzbiet. Na plecach… - westchnął lekko rozmarzony. – Kojarzy mi się bardzo dobrze. Wiesz, kiedyś to mi pomagało się uspokoić.
            - Co takiego się wydarzyło?
            Lukas wzruszył niedbale ramionami.
            - Rozwód rodziców.
            Norman zatrzymał się przy automacie i przyjrzał się smutnemu Lukasowi. Tamten na niego nie patrzył, utkwiwszy spojrzenie w cenniku. Jego wzrok przez moment był nieobecny.
            - Przykro mi…
            - Daj spokój! – powiedział szybko Lukas, wyrywając się ze wspomnień. – Zdarza się. Lepiej się rozejść niż być z kimś kogo się nie kocha. To uciążliwe… - dodał mądrze i wyjął z kieszeni kilka drobnych monet. – Ja stawiam. Gorąca czekolada raz.
            - Ale…!
            - Nie ma „ale”, Normanie. Jako twój opiekun i trener dbam o swoich zawodników – oznajmił, a kubek wystrzelił z automatu i zatrzymał się w plastikowych rączkach. Po chwili maszyna zagrzmiała, wyraźnie niezadowolona pobudką po ciszy nocnej, i nalała gorący napój wprost do brązowego kubeczka, który chybotał się niebezpiecznie. Lukas zgarnął ostrożnie kubek, by się nie poparzyć, i powoli wręczył go Normanowi. Chłopak przyjął napój z wyraźnym zadowoleniem i podziękowaniem w oczach. – Rozgrzej się. To ważne, aby nie zachorować, prawda?
            - Zgadza się – przyznał.
            Upił pierwszy łyk i jęknął, gdy gorący płyn sparzył go w język.
            - Uwaga, gorące…
            - Wiem, wiem – pokiwał głową i obaj roześmieli się wesoło. Gdy przestali, otaczała ich krępująca cisza. Starszy z nich odchrząknął, aby ją przerwać.
            - Wypij i do łóżka. Na jutro zaplanowaliśmy małą niespodziankę.
            - Niespodziankę? – Tym razem Norman wypił ostrożnie łyk czekolady, uprzednio chuchając, by trochę schłodzić. – Instruktorzy?
            - W rzeczy samej – pokiwał głową, gdy ruszyli w stronę pokojów. – Mamy zamiar się trochę z wami pobawić. Sport to nie wszystko.
            - Dzisiaj była dyskoteka…
            - Na którą nie wszyscy przyszli – zauważył Lukas i posłał Normanowi złośliwe, ale przyjazne spojrzenie. Jego towarzysz przytaknął. – Zabawa czeka wszystkich!
            Wspinali się po schodach i mówili o postępach w pływaniu. Norman dalej nie był przekonany co do jego stylu.
            - Czasem trzeba dojrzeć swoje zalety w czymś innym, a będziemy dużo lepsi – poradził Lukas, gdy zatrzymali się na półpiętrze, gdzie przez okno wlewało ponure światło latarni i księżyca, który zaciekle próbował wyjść zza chmur. Przedzierał się uparcie przez pozostałości źródła deszczu.
            - Naprawdę tak uważasz? – spytał Norman.
            Lukas pokiwał głową.
            - Oczywiście, że tak. A teraz… - zgniótł kubeczek. – Do łóżka, Normanie. Musisz się wyspać.
            Norman zawahał się i skinął głową. Jednak nie ruszył się z miejsca, a księżyc w końcu zwycięsko przebił się przez warstwę wstrętnych chmur i dotarł do włosów Normana. Blond zmienił się srebro, otoczone ciemnością, a Lukas wstrzymał oddech na ten widok. Fiolet oczu Normana był magiczny, niecodzienny, zmieniony przez księżyc…
            Następne co czuł to ciepło na ustach i zanikający smak słodkiej czekolady. Miękkość warg była nowa, nieznana, ale zarazem przyjemna i ekscytująca.
            Poruszyli ustami, które zawibrowały pod wpływem wzajemnego dotyku. Obaj wyrzucili ciepłe oddechy i odsunęli się od siebie. Lukas wyprostował się i oddychał głośniej. Czy on właśnie pocałował swojego wychowanka?
            Norman wyglądał na zszokowanego. Miał wielkie oczy, a kubek czekolady przekrzywił się niebezpiecznie, a część jego zawartości zbliżyła się do krawędzi. Lukas dostrzegł to i poprawił kubek nim stała się większa krzywda. Norman wtedy drgnął, bo musnęli się dłońmi.
            Patrzyli sobie w oczy skrępowani i zaskoczeni swoim zachowaniem. Żaden z nich nie krzyknął, nie cofnął się przerażony. Po prostu stali tak na tym półpiętrze.
            - Norman… - szepnął. – Ja…
            - Nic się nie stało – pokręcił głową i zarumienił się, gdy zdał sobie sprawę jak bardzo to było krępujące. – Nic się nie stało – powtórzył i cofnął się. – D-Dobranoc.
            - Dobranoc – odpowiedział smutno Lukas. Norman obrócił się i gdy był na szczycie schodów, zatrzymał się i obejrzał za siebie. Jego opiekun dalej tam stał, wpatrując się w niego zdenerwowanym wzrokiem. Jednak kąciki jego ust poszybowały w górę, gdy Norman oglądał się przez ramię. Blondyn również się delikatnie uśmiechnął i skinął głową. Ruszył do swojego pokoju, dziwnym krokiem.
            Lukas stał na półpiętrze jeszcze przez jakiś czas i mimo iż wielki lew w jego piersi wył z radości, to jednak to co zrobił, było sprzeczne z zasadami obowiązującymi na obozie.
            Czy w tym wypadku mógł się zastosować do reguły: „zasady są po to, aby je łamać”?

_____________________________________________________________________


            Oto i dzień czwarty zakończony małym kissu-kissu! :D
            Ogólnie czuję się bardzo dobrze przez mój coming out. Jestem szczerze zaskoczony jak dobrze poszło! No, ale o tym już Wam pisałem :) Jednak pozwoliło mi to odnaleźć w sobie pokłady do pisania nowych części. Opowiadanie "Trzy Stany Skupienia" będzie aktualizowane co piątek, ale od razu zastrzegam sobie prawo do tego, że mogą być opóźnienia.



            Informuję, że możecie posłuchać piosenek z moich trzech opowiadań na Spotify. Dostępne soundtracki to BE, DS i 3SS. Więcej informacji w każdym dziale z muzyką do opowiadania! Jeżeli chcecie, skorzystajcie z okazji, a cała playlista z opowiadań będzie Wasza! Kliknijcie na logo, aby przejść do zaplanowanej muzyki z opowiadania 3SS i uzyskać więcej informacji.



Potraficie odnaleźć nawiązanie do jednej z bajek...? ;)



            Uch, i pojawiła się nowa postać! Również wzorowana na anime Free! pod względem wyglądu. Niedługo będziecie mogli przeczytać profil postaci.
            No, ale pięciu pływaków to nie czterech, nie? Oczywiście pojawią się też inne postacie, ale to w swoim czasie… :)

            Do poczytania! 



zauważyłem, że to okrutne iż Niemiec jest na obozie if you know what I mean...

30 komentarzy:

  1. Yes, yes, yes... nareszcie! Następny świetny rozdział. Do tego Lukas i Norman pamparampam, nie mogę się doczekać kolejnej części! :D
    Brakowało mi już nowych rozdziałów autorze!

    Życzę Ci dużo weny! I jeszcze milion tak samo dobrych rozdziałów jak ten :P I przede wszystkim więcej sytuacji Lukas&Norman!
    Pozdrawiam!

    PS. Serio autorze? Niemiec na obozie. Oh god.

    OdpowiedzUsuń
  2. Yeahhhhhh, Norman z Lukasem się pocałowali. Suuuuper, już się nei mogłem tego doczekąc, oi tak fajnei pasują mi kurcię... O karamba!!!

    Mam nadziję, ze będą razem, pocałunek przy czekoladzie - Autorze, toż to cholernie romantyczne <3

    Super się czytalo, jak zawsze zresztą, ten rozdzialik :)

    Dużo veny Autorze. :)

    PS. Miła aluzja - Niemiec na obozie... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ukrywam, nie mogłem doczekać się nowego rozdziału 3SS! Jak zwykle świetnie, no i Norman i Lukas, wszystko świetnie opisane. Mimo wszystko, najbardziej mnie ciekawi dlaczego właśnie Mateusz nie chce żeby ludzie wiedzieli o tym że jest rekinem, oczywiście rozumiem sam stan rzeczy że pływa bo pływa lub po prostu nie lubi jako takiej sławy ale czuję że, coś się jeszcze za tym kryje. Teraz tylko czekać na kolejny rozdział, oby było więcej Normana.

    OdpowiedzUsuń
  4. AWWW! Jestę romantykię i straaasznie mi się podobało! :D
    M.

    OdpowiedzUsuń
  5. Drogi Autorze,
    piszesz super opowiadania, które są budujące i można dzięki nim spędzić miło czas. Jednak znalazłem błąd w wypowiedzi Lukasa, mianowicie: "Gut! Also, schwimmen, bitte!". Nie ma to sensu gramatycznego, ponieważ rozkaz powinien brzmieć: "schwimm/e, bitte", ew. jeżeli chce się użyć "schwimmen", to musi być "Sie", ale to już jest forma oficjalna. Co do "gut", częściej używa się "toll", a "gut" zostaje dla starszej generacji.
    Dużo weny życzę i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, niemiecki miałem dwa lata temu, nie pamiętam wszystkiego nooo! Ale cieszę się, że masz niemiecką dokładność :P
      Lucas jest staroświecki i mówi "gut". Mam nadzieję, że problem rozwiązany :D

      Usuń
  6. Moje serce kręciło się niespokojnie, kiedy to czytałam. Co za emocje! Spodziewałam się tego, że Lukas pocałuje Normana ale... nie aż tak szybko. Jestem okropnie ciekawa relacji które zrodziły się między Erykiem i Mateuszem. Aż mnie rozsadza ciekawość. Normana wręcz pokochałam >w< Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Aww... jak ja się cieszę :). Wiedziałam, że powinnam tu jeszcze dzisiaj zajrzeć. Lukas i Norman :D. To było takie słodko-eteryczne, ta sceneria i czekolada (co zabawne czytając piłam gorącą czekoladę :D). Zachowanie Eryka i Mateusza mnie intryguje, ciekawe co z tego wyniknie.
    Kurcze, przez 3SS zaczynam lubić niemiecki XD. Nie mogę się doczekać dalszego ciągu.
    Pozdrawiam Zainspirowana

    OdpowiedzUsuń
  8. Niezłe, niezłe ;)
    Ale piszesz tak dobrze, że rozdział wydaje się być króciutki :D

    PS. Niemiec i obóz- jak te dwa słowa źle brzmią obok siebie :x

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział świetny jak zwykle. Znalazlem drobne przejęzyczenie ''Przy Mateuszu usiadła Oliwia'' a miała być Maja. Nawiązanie do bajki, hmmm czyżby chodziło o scenę z lustereczkiem ;d z 'Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków''. Pozdrawiam! Mateo91

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, mój błąd! Tyle ładnych dziewczyn na tym obozie, że można się pomylić... =^^=
      Tak! Odgadłeś ukrytą bajkę rozdziału! :D

      Usuń
  10. I like kisses .;3 Ten Wiktor... mam złe przeczucia. Albo mam tylko jakieś widzimisie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czekałam z niecierpliwością na ten rozdział! :) Urocza końcówka :3 Jestem ciekawa co dalej będzie z tym Wiktorem. Pozdrawiam i życzę weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak mi się podobało, że aż skomentuję (pierwszy raz!). Baaardzo miło się czytało, a scena pocałunku świetna! Jak pewnie wszyscy, kibicuję Lukasowi i Normanowi z całego serca! Trochę się martwię, bo miałam nadzieję co do uczucia między Erykiem a Mateuszem, a tu...? Maja.
    Niby długi ten rozdział, ale ani się obejrzałam i już skończyłam czytać... Tak wciągająco piszesz <3 Teraz tylko czekać na kolejny...
    Jestem Twoją fanką od dłuższego czasu i przeczytałam wszystkie Twoje opowiadania (ba, BE dwa razy) i stwierdzam, że moją skromną opinią piszesz najciekawsze opowiadania yaoi w całym Wielkim Internecie (och, ale słodzę). Zawsze niecierpliwie zaglądam na Twoje blogi w poszukiwaniu nowych postów... Mam nadzieję, że wena i chęci do pisania nigdy Cię nie opuszczą. Masz we mnie wierną czytelniczkę.
    Pozdrawiam,
    Midori :)
    PS. Mam nadzieję, że nie nasłodziłam za bardzo, no ale... Jest za co ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Woooow. :) Dziękuję! Cieszę się, że moje opowiadania Ci się podobają :)

      Usuń
  13. Rozdział jak zwykle rewelacyjny.:) Czekałam aż coś się wydarzy pomiędzy Normanem i Lukasem. I jest!! ^.^ Od razu humor mi się poprawił. Już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.:D
    Pozdrawiam i życzę weny.;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Och, pocałowali się! A właściwie powinnam napisać "pocałował go". Tak, zgadzam się z regułą "Zasady są po to, aby je łamać", a przynajmniej w tym przypadku! :D
    Ten Wiktor mnie wkurza. No ale Eryk też nie podbija mojego serca :P
    Super :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Me gusta soł macz Autorze ;) me serce zabiło tak samo jak Lukasa i Normana! Go go Lukas! Piątek teraz wydaje sie tak odległy. Jak minęła majówka? :D Karna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Majówka... była bardzo emocjonująca, ha ha! Wyjątkowa :P Ale zakończona w sumie happy endem :) Dzięki, że pytasz! Mam nadzieję, że Twoja majówka była udana!

      Usuń
  17. Cudne, naprawdę cudne. :D
    Tyle czekałam na ich pocałunek i proszę. :D
    Co do nawiązania do bajki... słowa Lukasa "to uciążliwe" - Shikamaru z Naruto?
    A może moja nadinterpretacja? :D W sumie nie zdziwię się, jeśli to drugie. :D
    Życzę weny z całego serca, Drogi Autorze.

    Baki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, niestety nie zgadałaś :D Miała być bajka a nie anime. Znaczy... anime to niby bajka, ale jednak ma swoją dumną nazwę - anime! :D

      Usuń
    2. Oj, a już myślałam, że wygrałam życie. :C

      Baki

      Usuń
  18. Jeej *.*

    Nic dodać nic ująć. Świetne.
    Zaciekawił mnie ten Wiktor i jego motywy. Myślę, że może wprowadzić trochę zamieszania.
    Pozdrawiam i życzę weny :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Witam, witam,
    fantastyczny rozdział, Eryk i Mateusz unikają się, aby ponownie nie zastać się w tak dwuznacznej sytuacji... Mateusz trochę mnie zdenerwował t5ak ostrym potraktowaniem Wiktora. Ale ten wziął sobie to do serca i postanowił potrenować pod okiem Lucasa... Ach gdyby nie było Wiktora na tym basenie to Norman byłby sam na sam z Lucasem... Końcówka dobra, bardzo dobra, pocałowali się.... ciekawe jak się będą zachowywali teraz...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie i gorąco Basia

    OdpowiedzUsuń
  20. Och, dlaczego Lukas nie może być półWłochem lub półHiszpanem, ciężko mi sobie wyobrazić gdy w chwilach uniesienia będzie mówił po niemiecku :)
    Dzień czwarty całkiem udany i z cudownym zakończeniem.
    Autorze drogi "mięśnie, która ściśle przylegały do jego (Eryka) koszulki" - przez cały wieczór nie mogłam pozbyć się tego, trochę koszmarnego, widoku. Eryk prezentowałyby się lepiej gdyby jego koszulka przylegała ściśle do mięśni ;)
    Pozdrawiam "M"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmieniłem, abyś nie musiała już więcej cierpieć :P

      Usuń
  21. Norman i Lukas, bardzo, ale to bardzo podoba mi się sposób i kierunek, w którym to wszystko zmierza, powolutku, po malutku, wbrew regułom, ale do przodu, tak trzymać :)
    Tupię nóżkami, za kolejną niespodziewaną akcję Erka i Mateusza, nie wiem ale te zaprzeczenia, kłótnie, unikanie są niesamowitym wstępem do czegoś więcej, więc, drogi Autorze nie złam mi serca i niech będzie coś między nimi :)
    Dominikalem

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja mam jeszcze prawie tydzień ferii i nadrobiłem już wszystkie twoje opowiadania i... CO TERAZ?!? :( Chociaż muszę przyznać, że zarówno przez BE i 3SS zachciało mi się, że tak to sformułuję "ruszyć dupę z fotela". Więcej takich scen jak ta <3

    OdpowiedzUsuń