Opowiadanie inspirowane jest anime Free!

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 21 - Cztery style - 100 metrów



Rozdział 21
Cztery style – 100 metrów



            Po wyczerpujących dniach pod okiem Roksany, dotarliśmy w końcu do dnia zawodów pływackich. Zdążyliśmy trzy razy okrążyć jezioro, przebiec kilkadziesiąt kilometrów i przepłynąć naprawdę spore odległości. Ciała wszystkich pływaków były teraz opalone i był to nasz dowód ciężkie pracy, zaraz po bolących mięśniach.
            Chyba nie mieliśmy w sobie już ani grama tłuszczu, tak właśnie myślałem, gdy wróciłem do pokoju, dzień przed zawodami. Opadłem na łóżko i oddychałem ciężko.
            No cóż, to był koszt mojego udziału w zawodach.
            Okazało się, że będziemy mieli zaledwie czwórkę przeciwników – najlepszych z najlepszych, którzy wezmą udział zarówno w sztafecie, jak i w indywidualnych zawodach. Nie wiedzieliśmy czemu reszta nie chciała płynąć, ale najprawdopodobniej chcieli wystawić tylko jeden skład.
            I tak do grona naszych przeciwników zaliczał się przyjaciel Mateusza – Jacek. Wystawiony jako przedstawiciel w stylu grzbietowym, a więc mój rywal. Czułem się trochę nieswojo, bo polubiłem Jacka, ale nie chciałem z nim przegrać. Co prawda ścigać się mieliśmy tylko w sztafecie, ale to i tak wiele.
            Jacek był najbardziej pogodnym rywalem z jakim mieliśmy się zmierzyć. Pozostała trójka, według informacji Roksany, wcale taka przyjazna nie była.
           W stylu klasyczny, zarówno Kuba jak i mój Norman mieli zmierzyć się z Walentym. Chłopak był bardzo niski, ale za to wyglądał uroczo w swoich blond lokach. Zdawał się być Kupidynem, który spadł do nas z nieba. Taki mały aniołek, ale wiedzieliśmy, że jest bardzo dobry w pływaniu. Był trochę szczupły, ale cieszył się uznaniem wśród przeciwników. No i nie był wcale taki przyjazny na jakiego wyglądał.
            Rywalem w stylu motylkowym miał być absolutnie milczący, ale zaczytany w książkach – Feliks. Nie widziałem go bez książki, zabierał jakieś nawet na trening. Jego czarne włosy tworzyły coś na wzór grzybka na głowie, ale przenikliwe, błękitne oczy dodawały mu charyzmy. No i wyglądał na najlepiej wysportowanego przeciwnika. Trochę współczułem Wiktorowi i Erykowi, że to właśnie z nim będą musieli się zmierzyć.
            Jednak największym rywalem był chłopak, którego określaliśmy „Platynowy”, a potem chichotaliśmy. Nasze uśmiechy zniknęły, gdy zobaczyliśmy go w akcji. Albin, bo tak miał na imię, zdawał się być synem oceanów. Był szybki, nawroty miał opanowane do perfekcji, a dalekie wyskoki pozwalały mu zdobyć przewagę nad przeciwnikami. I to był rywal Mateusza i Eryka.
            Obecnie tabela rywalizacji wyglądała tak:                                                                          
           

Rodzaj konkurencji
Styl
Długość
Uczestnik 1
Uczestnik 2
Wyścig
grzbietowy
100 metrów
Robert
Jacek
Wyścig
klasyczny
100 metrów
Jakub
Walenty
Wyścig
motylkowy
100 metrów
Wiktor
Feliks
Wyścig
dowolny
100 metrów
Eryk
Albin
Wyścig
grzbietowy
200 metrów
Robert
Jacek
Wyścig
klasyczny
200 metrów
Jakub
Walenty
Wyścig
motylkowy
200 metrów
Wiktor
Feliks
Wyścig
dowolny
200 metrów
Mateusz
Albin
Sztafeta
Cztery style
200 metrów (jeden styl po 50 metrów)
Lukas, Norman, Eryk, Mateusz
Jacek, Walenty, Feliks, Albin


            Tak więc czekało nas naprawdę dużo pływania i zabawy. Chociaż nasi przeciwnicy nie wyglądali na takich, którzy chcieliby się bawić. Oczywiście, to był tylko obóz, a zawody były formą rozrywki, ale tamci podchodzili do tego bardzo poważnie. Jakby chcieli udowodnić nam, że to oni są najlepsi i będą w przyszłości olimpijczykami. Oczywiście nikt im nie stawał na drodze, ale ich podejście było mało przyjazne.
            Poza Jackiem. Ten to dopingował nawet naszych, za co dostawał po głowie od swoich.
            Koniec końców dni mijały męcząco, ale w końcu czułem, że pływanie daje efekty. Mój czas się poprawił i teraz już tylko zawody.
            Naturalnie, ostatnich kilka dni nie było tak złych. Razem z Normanem potrafiliśmy sobie wzajemnie ulżyć, a więc i to nam pomagało. Nie zrobiliśmy jeszcze kroku w stronę seksu, ale dotykanie się i sprawianie przyjemności ustami stało się nadzwyczaj fascynujące. Tak fascynujące, że potrzebowaliśmy robić to częściej, przez co prawie zostawaliśmy przyłapani. Jedyne okazje na chwilę spokoju mieliśmy wieczorami, gdy Norman przychodził do mnie.
            Dzisiaj jednak kazałem mu się porządnie wyspać przed zawodami i nie mieliśmy się spotkać. A więc wziąłem samotny prysznic, przebrałem się w luźną piżamę i otworzyłem szeroko okno, aby złapać trochę powietrza. Było naprawdę duszno, ale deszcz jakoś nie nadchodził. Mówiło się trudno, najważniejsze, że taka pogoda wspierała nasze szanse na to, aby zawody odbyły się na basenie otwartym.

***

            I tak właśnie się stało, gdy przywitały nas jasne promienie słońca. Zaraz po śniadaniu, skierowaliśmy się do szatni, a reszta obozowiczów na trybuny, które otaczały basen z dwóch stron. Liczyliśmy na wsparcie ze strony naszych.
            - Pamiętajcie, to tylko zabawa – przypominałem, zakładając kąpielówki. – Ale dajcie z siebie wszystko.
            - Jasne! – odkrzyknęli.
            - Najpierw pływają panowie, a później panie. Za każde zwycięstwo drużyna dostaje po złotej gwiazdce – tłumaczyłem. – Wygrywa drużyna, która zdobędzie najwięcej gwiazdek.
            - Dlatego jest dziewięć konkurencji? – spytał Kuba. – Aby była liczba nieparzysta, która zadecyduje po ewentualnym remisie?
            - Na to wychodzi – pokiwałem głową. – Gotowi?
            - Tak!
            Jeszcze raz spojrzałem po mojej szóstce pływaków. Mateusz jak zwykle był spokojny i opanowany, ale ewidentnie chciał już zacząć pływać. Był najsilniejszą bronią w naszej drużynie.
            Stojący obok niego Eryk bardzo chciał udowodnić jak dobrym jest pływakiem. Uśmiechnął się groźnie, pokazując swoje ostre zęby. Nie było mowy o tym, że przegra.
            Norman uśmiechnął się krzepiąco i skinął głową. Świecił czułością i podrapał się po głowie. Również chciał dać z siebie wszystko.
            Wiktor trochę się denerwował, ale jak tłumaczył, trema mu minie jak tylko stanie na słupku startowym. Słyszałem jak powtarza sobie pod nosem różnego rodzaju instrukcje i techniki, dzięki którym będzie szybciej płynął.
            Kuba nie denerwował się za to wcale. Jego podejście nie było tyle co olewcze, co raczej zrównoważone. Od samego początku powtarzał, że pływanie jest dla niego rodzajem hobby i pływa dla przyjemności, nie chcąc się angażować w zawody, ale tutaj zrobił wyjątek. No i ogólnie był całkiem spokojnym człowiekiem.
            Za to Robert nie mógł się doczekać momentu w którym zaimponuje Roksanie. Chłopak naprawdę mocno się w niej zauroczył i już kilka razy próbował ją zaprosić na randkę, ale zawsze na ich drodze stawał Cyrus. To było trochę zabawne, bo Cyrus zawsze był opanowanym człowiekiem, ale gdy chodziło o jego siostrę, kompletnie tracił obraz rzeczywistości.
            Siódemką wyszliśmy na nasze bole bitwy, powitani brawami. Nasze Błękitne dziewczyny siedziały na ławkach w swoich strojach i zarzuconych na siebie jerseyach. Roberta natychmiast odmachał wszystkim niczym prawdziwa gwiazda.
            Mieliśmy całkiem spore wsparcie, bo zarówno tenisiści, jeźdźcy jak i koszykarze kibicowali właśnie nam. Jednak i druga strona trybun wybuchła krzykiem, gdy pojawiła się ich najlepsza czwórka. Oddzielnie zdawali się być silni, ale we czwórkę wyglądali na niepokonanych.
            Jacek podszedł do nas szybko i przywitał się z nami.
            - Jestem mega podekscytowany – wyznał. – Mati-Mat, daj z siebie wszystko i…! Au! Au! – Albin złapał go za ramię i odciągnął. Ponury chłopak pokręcił głową. – To bolało!
            - Szykuj się do wyścigu, Jacek – warknął tamten. – Zaczynasz.
            - Ach, no tak – pokiwał głową. – Styl grzbietowy jest pierwszy – uśmiechnął się do nas, pomachał i wrócił do swoich, rozbierając się ze swojego jersey’a.
            - Wygramy – oznajmił Albin. – Ale miło, że zapewniacie nam odrobinę rozrywki.
            - Osz, ty…! – warknął Eryk.
            - Spokojnie – przerwałem szybko. – To zawody. Nie damy wam taryfy ulgowej.
            - Och, jak dobrze – zakpił, a potem się obrócił na pięcie.
            - Co za bukiet – skomentował Kuba. – Po prostu czuję się zastraszony…
            - Robert, ty też się lepiej przygotuj – poleciłem.
            Chłopak skinął głową, a potem rozebrał się, prezentując swoje ładne ciało. Był najwyższy z nas wszystkich i to on pasował na modela. Jeżeli chodziło o reklamę, to dobrze, że zaczynał pierwszy.
            Pomachał jeszcze w kierunku Roksany, która właśnie do nas się zbliżała, gotowa nam podać ostatnie wskazówki.
            - Cześć, Roksana! – wypalił szybko. – Może jeżeli wygram wyścig, umówisz się ze mną na randkę?
            Dziewczyna zamrugała oczami.
            - Tylko jeżeli wygrasz – odpowiedziała. On skinął głową i wszedł do basenu, a zaraz za nim Jacek. – To powinna być dobra motywacja – dodała cicho, trochę zarumieniona.
            Robert i Jacek zajęli swoje pozycje na dwóch torach. Spojrzeli po sobie i obaj się uśmiechnęli. Przynajmniej ten wyścig miał się odbywać w formie przyjaźni.
            - Zawodnicy są już w wodzie! – krzyknął Radek, stając na wzniesieniu obok basenu. – Możemy zacząć nasze małe zawody! – mówił tak głośno, że mnie to zaskoczyło. Nie sądziłem, że można mieć taką moc. – Przypominam, że za każdą wygraną, zawodnicy zdobywają dla drużyny po złotej gwiazdce – uniósł dłoń, w której trzymał złote gwiazdy. Można było je przyczepić magnesem do tablicy za jego plecami. – Wygrywa ta drużyna, która zdobędzie więcej gwiazdek. Czy jesteście gotowi?
            Trybuny zawyły, a więc Radek skinął głową.
            - Na miejsca! – krzyknął, a Jacek i Robert przygotowali się odpowiednio do odbicia. Radek gwizdnął w gwizdek i pierwszy wyścig rozpoczął się. Jacek i Rober odbili się, wyginając swoje ciała w łuk, a potem ruszyli na plecach, rozchlapując wodę.
            Wszyscy im kibicowali, Roksana odmierzała czas razem z dziewczyną od strony przeciwników.
            - Sto metrów to cztery długości basenu. – Roksana przygryzła paznokieć. – Robert jest wytrzymały, to prawda, ale i Jacek nie jest najgorszy…
            Panowie zrobili nawrót mniej więcej w tym samym momencie i zaczęli wracać. Kilka chmur przysłoniło słońce, a potem wykonali kolejny nawrót, tym razem w cieniu. Zostały ostatnie dwie długości.
            - Szybciej, Robert! – krzyknął Norman.
            Jacek go wyprzedził, a podczas nawrotów miał silniejsze odbicie. Mateusz zmrużył oczy.
            - Pływa zdecydowanie lepiej i szybciej – ocenił w końcu. – Miał problemy przy nawrocie, ale widzę, że to poprawił…
            - Tak, ale Robert też nie jest zły! – sprzeciwił się Norman.
            Ostatni nawrót był ekscytujący, bo pływacy byli łeb w łeb. Ostatnia długość basenu wydawała się trwać wieczność, ale w końcu dało się słyszeć gwizdek Radka, kończący ten pojedynek. Przeciwnicy ryknęli radośnie, bo Jacek wywalczył dla nich pierwszą gwiazdkę, która znalazła się na tablicy wyników.
            - Nic się nie stało, Robert – mówiłem, gdy podałem mu ręką, aby łatwiej mu było wyjść z basenu. – Jacek jest naprawdę dobry…
            - Straciłem randkę z Roksaną – burknął, zdejmując czepek i gogle. – Lipa…
            - Cóż, nie do końca. – Znikąd przy nas pojawiła się Roksana. Poprawiła swoje rude włosy. – Jeszcze masz drugi wyścig, Robercie. Daj z siebie wszystko.
            Chłopak zamrugał oczami, a potem skinął głową.
            - Tak jest! Następny wyścig wygram!
            - Cieszę się, że twój duch walki nie zgasł – pochwaliła go i razem wrócili do reszty drużyny. Zapisała czas Roberta, a chwilę później na słupkach startowych pojawili się Kuba i Walenty. Obaj byli szczupłymi chłopakami, o jasnych włosach i oczach. Wyglądali prawie jak bliźniacy.
            - Jestem najlepszym pływakiem w stylu klasycznym – pochwalił się Walenty bardzo słodkim głosem, który zmieniłby wodę w miód. – I bardzo lubię złote gwiazdy, a więc jedną dziś wygram.
            - Ja mam zamiar wygrać dwie – westchnął w odpowiedzi Kuba, poprawiając swój czepek. – Z resztą to co powiedziałeś było bardzo pedalskie. Lubisz złote gwiazdy? Kto tak mówi…?
            - Coś ty powiedział?! – warknął jego rywal. Oczy z błękitnego spokoju przeszły na wzburzony ocean. – Nikt się nie będzie ze mnie śmiał!
            - A więc nie powinieneś rzucać takich tekstów. – Kuba był już zmęczony rozmową.
            - Na miejsca! – Radek przerwał im w ostatnim momencie, bo przeciwnik wyglądał jakby chciał się rzucić nie do wody, a na Kubę. Chwilę później gwizdek przedarł się przez trybuny i kolejna dwójka zawodników wskoczyła do wody. Wynurzyli się i rozpoczęli swój wyścig, a od samego jego początku, prowadził ewidentnie Kuba. Zerwaliśmy się z ławek, kibicując mu.
            Wynurzał się, łapał powietrze i znów chował głowę pod wodę. Wyglądało to tak jakby odbijał się od wody, kolejnymi ruchami nóg. Cały styl klasyczny polegał na odpychaniu się nogami i rękami, coś na wzór skakania pod wodą.
            Kuba zawrócił jako pierwszy i ruszył ku nam, chowając się pod wodę, a potem łapiąc powietrze, otwierając szeroko usta. Przedzierał się przez wodę jak prawdziwa żaba, która na dodatek ma płetwy. Walenty został daleko w tyle, gdy Kuba przepływał ostatnią długość basenu, aż w końcu uderzył dłonią o ścianę basenu, tym samym dając nam złotą gwiazdkę i remis.
            Walenty podpłynął kilka chwil po nim i oddychał ciężko, wyraźnie zaskoczony. Ciężko było określić jego spojrzenie, bo chował je za goglami, ale twarz wykrzywiła się w grymasie złości.
            - I jak tam twoje złote gwiazdki, Mario? – spytał Kuba. Walenty warknął i odpłynął bez słowa, a Kuba westchnął. Wyszedł z basenu witamy gromkimi brawami, a także naszymi objęciami.
            - To było niesamowite! – powiedział Norman. – Załatwiłeś go jak amatora!
            - Cóż, amator by się nie utrzymał na wodzie, trzeba mu oddać co jego… - skomentował, a my wpadliśmy w śmiech.
            - Moja kolei – oznajmił Wiktor i zdjął swoją kurtkę, a potem założył gogle i czepek. Miał na sobie bardzo małe i opięte kąpielówki. Kilka osób się zaśmiało, gdy wszedł na słupek startowy, a zaraz obok niego pojawił się Feliks, tym razem bez książki.
            Obaj byli na tyle małomówni, że darowali sobie pojedynek na słowa przed wyścigiem.
            - Ech… myślałem, że się trochę pokłócą – wyznał smutno Norman. – To byłaby taka intelektualna potyczka.
            - Chyba są na tyle inteligentni, że nie potrzebują żadnych rozmów – stwierdziłem. – Trzymajmy kciuki za Wiktora. W końcu ma sobie wiele do udowodnienia…
            - Na miejsca! – krzyknął Radek, a po chwili dmuchnął w gwizdek. Wiktor i Feliks wskoczyli do wody i rozpoczęli swój motylkowy pojedynek. Pokiwałem głową z uznaniem. Jak zwykle, Wiktor miał fenomenalny skok do wody. Jednak nie na tym kończył się mój podziw. Styl ten był jednym z najtrudniejszych stylów pływackich, na tyle trudnych, że mało kto się go podejmował. Wymagało od uczestników silnej pracy rąk i nóg, a także powszechnego skoordynowania. Jeden błąd i traciło się całą szybkość i rytm.
            Zdałem sobie sprawę, że ścigają się osoby, których znaczenia imion to „zwycięstwo”, a także „szczęście”. Wiktor kontra Feliks. Co nam udowodnią? Liczy się ciężka praca czy szczęście?
            Emocje były niesamowite, gdy Wiktor i Feliks płynęli praktycznie równo, co jakiś czas się wzajemnie wyprzedzając. Zwycięzca nie był widoczny przez dłuższy czas, aż w końcu Wiktor dopłynął jako pierwszy. Oddychał przy tym ciężko i łapał powietrze, mimo swojej dobrej formy, zmęczył się bardzo mocno. Jęknął, gdy wychodził z wody.
            - Wszystko dobrze? – zapytałem, wspierając go ciałem.
            - Uch… zmęczyłem się… to nic takiego – zapewnił i zdjął czepek. – Mamy gwiazdkę!
            Tak jest, prowadziliśmy dwa do jednego. Byłem z nich bardzo dumny. Kuba i Wiktor odpoczywali, gdy Eryk wdrapywał się na słupek startowy. Po jego prawej stronie stanął Albin. Jego strój kąpielowy był cały biały, co podkreślało jego „platynowość”. Uśmiechnęli się do siebie groźnie.
            - Nie mogę się doczekać mojej gwiazdki – oznajmił Eryk. – To nam da znaczną przewagę.
            - Słyszałeś może kiedyś o chłopaku, który zyskał przydomek „Rekin”? – zapytał, ignorując słowa Eryka. Chłopak drgnął. – Oczywiście, że tak, jest na tym obozie. Wyobraź sobie mnie jako jego wersję, tyle że o wiele groźniejszą – pokazał kły, a coś na wzór uśmiechu było przerażające. Eryk założył gogle i zawarczał.
            - Niedoczekanie.
            - Na miejsca! – Po raz kolejny rozkazał Radek. Eryk i Albin przygotowali się, a po gwizdku skoczyli do wody. Ich skoki były idealne, ale to Albin skakał dalej. Przygryzłem wargi. Obaj byli bardzo dobrzy w stylu dowolnym. Naturalnie obaj zdecydowali się na kraul, rozrzucając dookoła siebie kropelki wody.
            - Dalej, Eryk! Dalej! – krzyczał Norman.
            - Dasz radę! – dodał Robert. Albin jednak był szybszy. Zdawał się sunąć po wodzie, a każde jego odbicie było niczym wystrzał z armaty. Nawet Eryk nie mógł go doścignąć, a przecież był jednym z najlepszych.
            Mateusz powstał z miejsca, a jego oczy zamigotały. Obserwowałem go, a potem dostrzegłem, że i Jacek się na niego patrzy, z wyraźnym uśmiechem. Potem odwrócił wzrok na Albina i kiwał głową.
            Albin wygrał, był o kilka sekund szybszy. Eryk dopłynął do końca basenu i słychać było jego soczyste przekleństwo za które Radek na niego nagwizdał. Eryk syknął i wyszedł z wody, nie przyjmując niczyjej pomocy. Zarzucił na siebie ręcznik i zamilkł. Oddychał ciężko jakby nie mógł wydobyć z siebie żadnych słów. Popatrzyłem na niego ze smutkiem, a gdy Norman chciał coś powiedzieć, powstrzymałem go. Pokręciłem głową. Lepiej było zostawić Eryka samego sobie.
            - Kolejna runda za dziesięć minut! – oznajmił Radek. – Tym razem należy przepłynąć osiem długości basenu!
            - Mamy remis – oznajmił Norman. – Nie jest źle. Przynajmniej wiemy, że mamy równe szanse.
            - W następnej rundzie musicie wygrać minimum dwa wyścigi, abyśmy mieli szansę na ostateczną wygraną – oznajmiła Roksana, stając koło mnie. – Robert, Kuba, Wiktor i Mateusz! Jesteście gotowi na to, aby zapewnić nam prowadzenie?
            Wymieniona przez nią czwórka pokiwała głowami.
            - Dam radę! W końcu stawką jest randka z tobą! – krzyknął Robert i pokiwał głową.
            - Nie lubię się powtarzać, ale spróbuję wygrać jeszcze raz – dodał spokojnie Kuba. Chociaż wychodziło na to, że bardzo chce utrzeć nosa Walentemu.
            - Może być ciężko, ale dam z siebie wszystko – zapewnił Wiktor. Dalej ciężko oddychał po wyścigu.
            Mateusz nie powiedział nic, jedynie skinął głową. Spojrzał na drugą stronę basenu, gdzie z zarzuconym na szyje ręcznikiem stał Albin i uśmiechał się serdecznie.
            Wyglądał jak Biały Rekin.


__________________________________________________________________

            Kolejny odcinek – wyścigi na 200 metrów!

            Do poczytania!

11 komentarzy:

  1. Aż mnie ciarki przeszły *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. "Jak tam twoje złote gwiazdki, Mario?" You made my day :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne! Nie mogę się doczekać rozstrzygnięcia zawodów :3

    OdpowiedzUsuń
  4. A co z dziewczynami? Jak im poszło? No chyba, że one jeszcze nie ścigały się. Wierzę, że "nasi" wygrają.
    Życzę weny i pozdrawiam***

    OdpowiedzUsuń
  5. Czemu mam wrażenie, że ten rozdział jest za krótki i jakby... nieskończony? Czuję niedosyt. Ale pewnie rozdział został skończony w takim momencie, żeby potrzymać nas w niepewności. Mam nadzieję, że wygrają nasi!

    OdpowiedzUsuń
  6. Super odcinek! Nie moge sie doczekac nastepnego!

    OdpowiedzUsuń
  7. przerwa ma trwać dziesięć minut, a nie cały dzień! :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Niesamowite. Niby zwykły opis pływania, ale jak bardzo wciągający! :D
    Emma

    OdpowiedzUsuń
  9. "Nie zrobiliśmy jeszcze kroku w stronę seksu" - a przepraszam, a to co się stało nad rzeką i w szatni to nie był seks? Czyżbyśmy mieli inne poglądy na sprawy miłości fizycznej? Nie traktuj tego proszę jako zarzutu, tylko zaczęłam się zastanawiać od jakiego momentu "seks" staje się seksem, i co w takiej sytuacji jest zdradą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorowi chyba chodzilo o seks analny :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Witam,
    wspaniałe, wspaniałe, wspaniałe... wyścigi..... och Mateusz znalazł w końcu rywala..... no i chłopakom poszło dość dobrze....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń