Opowiadanie inspirowane jest anime Free!

wtorek, 10 września 2013

EPILOG



EPILOG
PRZYJAŹNIE





            JAKUB – Białystok

            To był męczący dzień na basenie. Gdy Kuba go opuszczał, prawie nie czuł swoich mięśni. Zdjął czepek i gogle, a potem wypuścił głośno powietrze. Treningi były coraz cięższe, ale tego wymagały eliminacje do mistrzostw kraju. Szczerze się dziwił, gdy jego drużyna z Białegostoku dostała się eliminacji, które miały wyłonić ćwierć finalistów.
            Pamiętał, że jeszcze tego samego dnia, gdy wygrali, spojrzał na wyniki pozostałych konkurentów. Uśmiechnął się pod nosem, gdy drużyna z Warszawy zwyciężyła bez większych problemów, pobijając nowe rekordy.
            W pewnym sensie się nawet cieszył, że dotarł do eliminacji, ale z drugiej strony – wiedział na co stać jego rywali. Poznał ich bardzo dobrze, a zebrane informacje były dla niego bardzo przydatne. Nie łudził się, że pokona Mateusza, ale z pewnością będzie próbował. W końcu nie tylko on pojawi się w ćwierćfinałach.
            Znajome nazwiska dzwoniły mu w uszach i napawały ekscytacją, której do tej pory nie czuł. Motywowały go do ciężkiej pracy, bo nie chciał wypaść źle przy swoich dawnych znajomych. Nigdy nie interesowała go rywalizacja, ale tym razem miał zamiar zrobić wyjątek.
            - Kuba! Poprawiłeś swój czas! Jesteś coraz lepszy! – pochwalił go Albin, który poklepał go po ramieniu. Białowłosy chłopak także wyglądał na podekscytowanego. Albin był kapitanem drużyny pływackiej i pod jego dowództwem zdobywali najlepsze wyniki i nagrody. Mistrzostwa województwa były niczym w porównaniu z mistrzostwami krajowymi. Szesnaście województw, a każe z nich ma swoich przedstawicieli.
            - Dzięki – sięgnął po ręcznik. – Nawroty wychodzą mi całkiem dobrze.
            - Najlepiej – ocenił Albin. – Przygotuj się na trening. Jutro, o osiemnastej.
            - Coooo? – jęknął. – Ale… trochę odpoczynku!
            - Nie ma mowy – odpowiedział Albin.
            Kuba westchnął ciężko i pokręcił głową. Może to jednak nie było tego warte?

***

            ROBERT – Toruń

            Rola kapitana bardzo mu odpowiadała. Nie dlatego, że dyrygował ludzi, ale bardzo lubił ich motywować. Poza tym, jak się okazało, świetnie się odnalazł w prowadzeniu tłumu ludzi. Trzeba mu było przyznać, że miał charyzmę. Potrafił oczarować płeć przeciwną, a przy tym, przekonać do siebie własną. Niewielu ludzi to potrafiło.
            Dzięki jego postawie, dotychczas zaniedbana drużyna pływacka na uniwersytecie, w tym roku zdobyła mistrzostwo województwa, a teraz mogło się starać o mistrzostwo kraju. Z czystą fascynacją przeglądał imiona pozostałych zwycięzców i od razu uśmiechał się wesoło.
            - Wszyscy są! – powiedział podekscytowany. – Kuba, Mateusz, Eryk… - czytał. – Niesamowite! Co ty na to?
            Roksana nachyliła się przez ramię i uśmiechnęła się zadowolona.
            - Wygląda na to, że znów się wszyscy spotkacie. Po prawie dwóch latach! Trochę czasu minęło…
            - Nie mogę się doczekać – uderzył pięścią w dłoń. – To cudowna sprawa! I na pewno wygramy – zapewnił. – Mamy świetną drużynę i menadżerkę, której świat powinien się bać!
            - Nie wiem czy to komplement…?
            - Oczywiście, że to komplement – powiedział i pocałował ją. – Roksana. Wychodzi na to, że wrócimy na jakiś czas do Warszawy.
            - Nie mogę się doczekać! – pisnęła. – Spotkamy wszystkich. Och! Odwiedzę też brata! No i zobaczymy jak tam Cudy.
            - Siedem Cudów.
            - Nie, nie, nie – pokręciła palcem. – Nie jesteś na bieżąco. Teraz to Osiem Cudów. Fantastyczna sprawa, co?
            - Nie tak jak pływanie – mruknął.
            - A, tam – machnęła ręką. – Dobrze, ja wracam do domu. Zostajesz?
            - Tak – skinął głową. – Jeszcze godzina treningu. Pa, pa, wiewiórko.
            - To na razie, mój pegazie – odpowiedziała złośliwie i pocałowali się jeszcze raz.

***

            ERYK – Gdańsk
           
            - Tak jest! – ryknął głośno, gdy zwyciężył ostatni wyścig, który zakwalifikował jego drużynę do ćwierćfinałów. Uderzył pięścią o wodę, rozchlapując ją na wszystkie strony.
            - Dobra robota – pochwalił go Feliks, który podał mu dłoń. Razem z Walentym wyciągnęli go z wody i pogratulowali sobie sukcesów. Byli najlepsi w województwie, a to dawało im prawo do starania się o tytuł mistrzów Polski.
            - Z takimi wynikami na pewno wygramy – dodał Walenty. Dalej wyglądał jak aniołek, a nie jak student. – Chociaż mogliście płynąć szybciej – przyznał cicho.
            - Dupek z ciebie, Walenty, bez zmian – westchnął Eryk. – To nieistotne. Najważniejsze jest to, że znów spotkamy się z Mateuszem. I wygramy.
            Jego drużyna pokiwała gorliwie głowami.
            Eryk opuszczał basen przeważnie jako ostatni. Czy to po treningu czy to zawodach. Jego nawyk był powszechnie znany, dlatego było łatwo go odnaleźć. Opuścił właśnie budynek basenu, poprawiając kurtkę. Zaczynało się robić coraz chłodniej. Jednak jego uwagę przykuł ruch przy furtce. Uniósł wzrok i uśmiechnął się lekko.
            - Maja – stwierdził. Rudowłosa dziewczyna podeszła do niego i uścisnęli się. – Co robisz w Gdańsku?
            - Wróciłam na weekend – wyjaśniła. – Poza tym Warszawa jest taka głośna. Oglądałam twoje zawody! Gratuluję! Mateusz też się dostał.
            - Nie dziwi mnie to – zaśmiał się. – On zawsze się wciśnie do najlepszych. Ale tam spotka mnie i już nie będzie tak łatwo – dodał groźnie. – Jak ci się żyje? – zapytał, zmieniając temat.
            - Cudownie – odpowiedziała. – Mieszkam z Pauliną…
            - Gratuluję – westchnął. – Może dasz się zaprosić na herbatę lub kawę?
            - Jasne – uśmiechnęła się szeroko. Objęła jego ramię i we dwójkę ruszyli do najbliższej kawiarni. Musieli przejść przez kilka ulic, ale potem znaleźli się w miłej kawiarence, w której unosił się przyjemny zapach kawy, ciasteczek i cynamonu. Ekspres do kawy właśnie tworzył kolejne porcje, a przystojny barista przyjął ich zamówienia.
            Rozglądając się po wnętrzu, można było uznać, że ktoś tu bardzo lubił jazz. Na ścianach wisiały instrumentu i zdjęcia piosenkarzy, a w dalekim kącie, widniało coś na wzór sceny, gdzie najprawdopodobniej występowały zespoły lub początkujący poeci. Dzisiaj kącik ten jednak świecił pustkami.
            - Tak się cieszę, że udało wam się dotrzeć tak wysoko – powiedziała Maja. – Jak dobrze pójdzie, spotkamy się wszyscy razem!
            - To byłoby ciekawe. Bardzo chcę im pokazać, że jestem lepszy – prychnął. Maja pokręciła głową.
            - Nic się nie zmieniłeś!
            - Po prostu jestem pewny siebie. Potrzebuję tego, aby mieć odpowiednie wyniki.
            - Tęskniłam za tobą – powiedziała w końcu. – Szkoda, że nie studiujesz w Warszawie.
            - Za duże miasto – odpowiedział. – Ale będę tam po tytuł mistrza Polski.
            - O ile przebrniesz przez eliminacje…
            - Przebrnę!
            Uśmiechnęła się, gdy kawa została podana.

***

            WIKTOR – Warszawa

            Wiktor przeżył sentymentalne spotkanie ze swoim dawnym przyjacielem Karolem, tuż po powrocie z obozu. Spotkali się wtedy na boisku do koszykówki i rozmawiali ze sobą przez wiele godzin, które zaowocowały odrodzeniem przyjaźni.
            Jeszcze tego samego dnia zagrali ze sobą, za stare dobre czasy. Mimo, że ich drogi pod względem sportu się rozeszły, dalej utrzymywali kontakt i wzajemnie się wspierali. Wiktor przychodził na mecze Karola, aby podtrzymać go na duchu, a Karol przychodził obserwować wyścigi Wiktora.
            Wzajemnie odkryli jak wielki talent i pasję posiadają do tych dziedzin sportowych. Koszykówka i pływanie odtąd stało się nierozłączną częścią ich rozmów.
            - Słyszałem, że dostaliście się do mistrzostw kraju – szepnął podekscytowany. – Gratuluję!
            - Dzięki. A tobie jak idzie?
            - Hah, nie mamy szans, gdy gra Nowe Elementaris – prychnął. – Nikt jeszcze ich nie pokonał.
            - Może już czas?
            - Może – wzruszył ramionami, a potem się uśmiechnął. – Pamiętam jednak, że gram dla przyjemności. Tak ciągle powtarza nasz nowy kapitan.
            - Cieszę się, że nie zostawiłeś koszykówki. Masz do tego prawdziwy talent.
            - Ha, ha! Dzięki. Za to ja się cieszę, że zostawiłeś koszykówkę.
            - Auć…
            - Chodzi mi o to, że teraz pokazałeś na co cię naprawdę stać! Pływasz motylkiem! To bardzo trudne, a ty to opanowałeś do perfekcji. Jestem z ciebie mega dumny, przyjacielu!
            - Dziękuję – odpowiedział trochę zawstydzony i poprawił okulary. – Idziemy do Timeless River?
            - Ha! Wiedziałem, że się skusisz na karaoke!
            - Nie o to mi chodzi… - burknął. – Po prostu lubię to miejsce. Mają tanie piwo jak na okolice centrum.
            - No dobra, dobra. Ale pewnie trochę pośpiewamy! – klasnął w dłonie. – Będzie super!
            - Nie. Nie śpiewam.
            Jeszcze tego samego wieczora, zaśpiewał trzy piosenki.


            LUKAS I NORMAN - Kraków

            Usychanie z tęsknoty nie było dla niego czymś nowym. Norman właśnie leżał na swoim łóżku i wpatrywał się bezmyślnie w sufit. Coś go swędziało w okolicach serca, ale nawet nie mógł się tam podrapać. Jęknął przeciągle i przekręcił się na drugi bok.
            Minęło już tyle czasu, gdy byli ze sobą, a on dalej tęsknił, gdy Lukas wyjeżdżał do Torunia.
            Mieszkali teraz we dwójkę w Krakowie. Norman tam studiował, a Lukas znalazł całkiem dobrą pracę, a na dodatek dzięki wsparciu finansowemu rodziców, mogli sobie jakoś pozwolić na wspólne życie.
            Jednak usychanie z tęsknoty było nieodłączną częścią tego związku, gdy Lukas wracał do swojego domu, aby spędzić jakiś czas z rodziną. Norman wtedy przeważnie zabijał czas na basenie, aby trenować dla swojej nowej drużyny, która miała wielkie szanse dostać się do mistrzostw kraju, ale brakowało im jeszcze kilku zwycięstw. Lukas jednak nakazał mu się nie poddawać.
            Sam to dobrze wiedział, w końcu Norman chciał się spotkać ze swoimi przyjaciółmi z obozu, którzy już wygrywali kolejne wyścigi, a tym samym, awansowali do kolejnego etapu mistrzostw.
            Usiadł na łóżku i podrapał się po głowie. Tęsknił za Lukasem, chciał się do niego przytulić, bo martwił się o stan swoich egzaminów. Niby czuł się całkiem pewnie, ale wolałby mieć swojego chłopaka, który już nie jedno na studiach przeszedł.
            Dźwignął się na nogi i powolnym krokiem dotarł do kuchni. Nalał tam sobie szklankę wody, licząc, że to trochę uśmierzy tęsknotę, ale nic takiego się nie stało. Jak to możliwe, że tak bardzo za nim tęsknił? Przecież byli ze sobą już ponad dwa lata…
            A jednak potrafił położyć się na łóżku i nie robić nic, tylko tęsknić.
            Była jeszcze jedna metoda, którą praktykował, gdy już było mu naprawdę źle i zimno. Przeważnie działo się to wieczorami, gdy przygotowywał na rozkładanej sofie pudełko lodów, ciepły kocyk, aby zakryć nogi, a także – to co najważniejsze – bluzę Lukasa. Dokładnie tę samą, kremową bluzę, którą Lukas pożyczył mu na początku obozu sportowego. Opatulił się w nią szczelnie, a potem włączył sobie jakiś film.
            Bluza jak zwykle na nim wisiała, bo był dwa rozmiary mniejszy od Lukasa, ale to nie było nic złego. Bardzo lubił to, że jego chłopak był większy od niego, praktycznie wszędzie. Stopy, dłonie, wzrost… i inne rzeczy.
            Norman uśmiechnął się i nałożył sobie pierwszą łyżeczkę lodów.
            Wtedy rozległ się dźwięk wsuwanego klucza i przekręcanie zamka. Norman podskoczył przestraszony, potem ocenił swój wygląd, a następnie pognał do przedpokoju, gdzie z mrocznego korytarza, do środka właśnie wchodził Lukas.
            Miał we włosach i na kurtce jeszcze kilka płatków śniegu, ale uśmiechał się serdecznie. Odstawił torbę podróżną i zamknął drzwi.
            - Lukas! Nie wiedziałem, że…!
            - Niespodzianka – uśmiechnął się i zbliżył się do Normana, aby móc go pocałować. – Wróciłem o dzień wcześniej. Hm…? Czy to moja bluza?
            Norman zamrugał oczami i zarumienił się. Nigdy tego nie mówił Lukasowi, ale ta bluza miała dla niego duże znaczenie sentymentalne. Podrapał się z tyłu głowy.
            - Po prostu przypomina mi o tobie – powiedział cicho. – Lubię ją…
            Lukas uśmiechnął się jeszcze szerzej, a potem objął swojego ukochanego. Norman był wdzięczny Bogu, że Lukas zawsze był taki wyrozumiały, jeżeli chodziło o cokolwiek w ich związku.
            To właśnie cierpliwość i opiekuńczość Lukasa czyniła z niego świetny materiał na bliską osobę. Tak więc Norman odnajdywał w Lukasie nie tylko chłopaka, ale przyjaciela i opiekuna.
            - Tęskniłem – pożalił się Lukas. – Może chcesz, abym zrobił jakąś kolację?
            - Byłoby miło – przyznał Norman. – Chociaż właśnie otworzyłem pudełko lodów…
            - Zimą? Oj, Norman…
            - Ej, ej, ej. Jem w ciepłym domu. Zaraz je zamknę, spokojnie…
            Lukas pocałował go jeszcze raz, delektując się posmakiem wanilii.
            - W sumie – westchnął. – Lody waniliowe nie brzmią tak źle.
            - I film.
            - I film? Wiesz jak przywitać strudzonego wędrowca.
            Norman roześmiał się i złapał Lukasa za rękę. Nawet nie zdążył ściągnąć butów, gdy znaleźli się w salonie, leżąc na kanapie.

***

            MATEUSZ – Warszawa

            - Idzie ci coraz lepiej – Wiktor podał rękę Mateuszowi, gdy wychodził z basenu. – Nie sądziłem, że to możliwe…
            - Mati-Mat jeszcze nas zaskoczy! – zaśmiał się Jacek, siedzący na jednym ze słupków startowych. – Wróżę mu zwycięstwo. Już jutro.
            Mateusz uśmiechnął się lekko, gdy Kamil podał mu ręcznik. A właściwie rzucił mu go na twarz.
            - Don’t be too cocky! – zaśmiał się Kamil. – Jutro będą tu pływacy z całej Polski. I ci wasi kolesie z obozu, nie?
            - Tak – pokiwał głową Jacek. – Wszyscy się dostali. To takie ekscytujące, ale myśl, że może wygrać tylko jedna drużyna… Smutno mi się robi.
            - To zawody, Jacek, nie zabawa w przedszkolu – westchnął Kamil. – Ucz się od Igora. To maszyna do zabijania ludzi na basenie.
            Igor zaszczycił ich ponurym spojrzeniem i pokręcił głową. Jak zwykle, był milczkiem w drużynie.
            - Przyjdzie też Lukas z Normanem. – Wiktor zwrócił się do Mateusza.
            - Dalej są ze sobą?
            - Na to wychodzi…
            - Hola, hola, hola, hola, hej, hej, hej. – Koło nich pojawił się Kamil, wyraźnie wstrząśnięty. – Lukas i Norman. Razem? W sensie… Dwóch chłopaków razem?
            - Tak. Przeszkadza ci to? – zapytał ponuro Mateusz. Kamil speszył się podrapał po głowie.
            - N-Nie! Nie o to chodzi! Tylko… To dziwne. Znaczy… związki powinny składać się z kobiety i mężczyzny…
            - I dlatego nigdy w żadnym nie będziesz – wtrącił Igor, sprawiając, że Kamil prawie wpadł do basenu.
            - Co masz na myśli?!
            - Powinniśmy się już zbierać – zapowiedział Jacek, patrząc na zegarek. – Musimy się wyspać i wypocząć. Jutro wielki dzień!
            Mateusz skinął głową i spojrzał na basen. Woda już się uspokajała, gdy cała piątka opuściła pomieszczenie.




2016

            Huk i wiwaty powitały go, gdy wkroczył na basen. Miliony spoglądały na niego przez szklane oczy kamer, a tysiące obserwowały go na żywo. Rozciągał swoje mięśnie, mrużąc oczy za okularami. Pełno ludzi, mnóstwo świateł, ale liczyła się tylko spokojna tafla wody przed nim. Nie denerwował się. Oddychał spokojnie, nie tracił oddechu, nie drżał.
            Z ekscytacją wspiął się na słupek startowy i poprawił swoje gogle i okulary. Rozejrzał się jeszcze po swoich konkurentach, którzy rozciągali swoje kończyny. Wyprostował się, rozciągając się i pokręcił głową.
            Usłyszał pierwszy sygnał. Przygotował odpowiednią pozycję startową. Woda pod nim go wołała.
            Na dźwięk startu, odbił się i wskoczył do wody, rozpoczynając swój najważniejszy wyścig w życiu.
            Płynął po złoto.


___________________________________________________________

            Ostateczne zakończenie Trzech Stanów Skupienia!
            Dziękuję Wam bardzo za kolejną przygodę, tym razem, w pływackim stylu!

            Zajrzyjcie też tutaj: rozdziały dodatkowe.

            Do poczytania! :)

13 komentarzy:

  1. Szkoda, że już koniec. Miałam nadzieję, ze między Erykiem a Mateuszem coś będzie, no ale może to nawet lepiej, że nie są razem. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. "Płynął po złoto." 2xD Naprawdę świetny epilog, jak dla mnie jeden z ciekawszych, który napisałeś. Znakomicie dopełnił opowiadanie, dodając ciekawostki z innych wątków (Roksana w Toruniu, ta kafejka w Gdańsku).
    A co najważniejsze - wszyscy żyją!!!!
    Dziękuję, naprawdę przyjemnie się czytało.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na samym początku: TO MY CI DZIĘKUJEMY ZA KOLEJNĄ PRZYGODĘ :)
    Chcę zacząć od epilogu (wyczekanego!), bo zrobił na mnie duże wrażenie. Losy chłopaków wydają się takie, jakie powinny być, na jakie liczyliśmy. Mateusz i Eryk, Robert z Roksaną i wreszcie Norman z Lukasem - kilkoro świetnych bohaterów kończy i jednocześnie zaczyna tutaj swoją przygodę.
    Generalnie całe opowiadanie mi się podobało. Miało swoje słabsze momenty i faktycznie gdzieśtam przelatywalo mi przez myśl, że to nie jest szczyt Twoich możliwości, ale zawsze potem przychodził rozdział, w którym pokazywałeś nam TO COŚ, co natychmiast zmieniało moje zdanie. To była ciekawa, sportowa historia, która jak zwykle poruszała wiele wątków, co bardzo sobie u Ciebie cenię. Było trochę zamieszania z narracją na początku i trochę żałuję, że zdecydowałeś się na perspektywę Lukasa, a nie Eryka lub Mateusza, ale to już nieistotne.
    Jedyne czego mi brakowało to takie typowe dla Ciebie rozbudowanie charakterów poszczególnych postaci. Usprawiedliwieniem jest to, że to był obóz, krótka letnia historia, w czasie której nie zdążyliśmy poznać bahaterów tak, jak chcieliśmy to zrobić.
    I na Boga... z całą sympatią do postaci: imię NORMAN jest okropne! :D

    Pozdrawiam serdecznie,
    M.

    Aaa, i co z ta książką? Pisze się? :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny epilog! Miło, że wreszcie nikogo nie uśmierciłeś ;)
    A tak serio... Nie bardzo wiem, co napisać. Całe opowiadanie było cudowne. Kiedyś wspominałeś, że, Twoim zdaniem, to jedno z gorszych Twojego autorstwa. Ja tak nie uważam. Było naprawdę... urocze. Rywalizacja, ale też przyjaźń. Walka, ale i miłość. No super!
    Robert z Roksaną, Lukas i Norman. Pięknie.
    Ech, taki ten mój komentarz bez ładu i składu. Wybacz :(
    W każdym razie dziękuję Ci za kolejną wspaniałą historię. I życzę weny na pozostałe opowiadania :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hola , hola , hola , że już ? Koniec ?
    A na kontynuację można liczyć drogi Autorze < 3 ?
    Epilog świetny , jak całe opowiadanie ; D

    OdpowiedzUsuń
  6. Trochę długo im się zeszło z tym ponownym spotykaniem się ;___; Rozumiem, że ewentualna kontynuacja będzie mieć miejsce już po tych zawodach? Am I right?
    I fajnie, że był Albin. Lubię Albina ♥
    Reakcja Mateusza na słowa Kamila coś znaczy, prawda? Znaczy, znaczy, znaczy?? ;____;

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam,
    wspaniale zakończyłeś to opowiadanie, no chociaż jakoś smutno mi, ze to jednak już koniec.... ale są jeszcze inne Twoje opowiadania.... Norman i Lucas bardzo wspaniale przedstawiłeś tą ich tęsknotę za sobą... jak jeden musi wyjechać gdzieś... no i wszyscy spotykają się na mistrzostwach...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziekuje bardzo za kolejne rewelacyjne opowiadanie :)
    Uwielbiam kazde, ale "Pierre i Raimundo" na zawsze zostana moim nr1
    Pozdrawiam goraco i weny zycze
    Ewa - Passions

    OdpowiedzUsuń
  9. Trochę zaskoczona, a trochę zadowolona.
    Chodzi o te dwa lata, które minęły od ich ostatniego spotkania. :D
    "Bardzo lubił to, że jego chłopak był większy od niego, praktycznie wszędzie. Stopy, dłonie, wzrost… i inne rzeczy." A ta końcówka, to mnie rozwaliła! xDD
    I zakończenie. To ostatnie zdanie. Normalnie, ja nie mogę! Aż zaczęłam łzawić. Nie wiem, czemu. Po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Niesamowite opowiadanie trzymajace w napięciu, sprawiające ze chce sie wiecej i wiecej. Zakonczenie bardzo ciekawe, takie z nutką tajemnicy. Bardzo sie ciesze ze trafiłam na tego bloga i przeczytałam tę historię.

    OdpowiedzUsuń
  11. Igor i Kamil... Ktoś? Coś? XD
    I widzę tu miłe nawiązanie do Gorącej Czekolady :D

    OdpowiedzUsuń